Czy jesteś „sex positive”?

fot. Gadżety Bijoux Indiscrets, materiały prasowe

Nie chodzi o to, żeby spółkować z kim popadnie, raczej o otwartość na eksperymentowanie i nieocenianie innych z perspektywy ich upodobań seksualnych. I nawet jeżeli ktoś nie chce się kochać, bo nie ma na to ochoty, to także jest sex positive. Najważniejsze, by dostroić się do swojej seksualności. Witaj w świecie, w którym nie ma złego, nienormalnego, grzesznego seksu.

fot. Gadżety Bijoux Indiscrets, materiały prasowe
fot. Gadżety Bijoux Indiscrets, materiały prasowe

reklama

(…)

Zaczęło się od Freuda

Może się wydawać dziwne, ale określenie sex positive będzie miało niedługo sto lat. Zawdzięczamy je Wilhelmowi Reichowi, błyskotliwemu psychoanalitykowi i uczniowi Zygmunta Freuda, który po przybyciu w latach 30. ubiegłego wieku do Nowego Jorku zajął się badaniem orgazmu i jego wpływu na człowieczy dobrostan. Okazało się, że seks może być terapeutyczny! Reich był entuzjastą nagości i cieszenia się seksem, wynalazł nawet urządzenie nazwane Orgone Energy Accumulator, w którym można było ładować swoją energię seksualną. Jako pierwszy zaryzykował twierdzenie, że seksualność jest bardzo ważną częścią człowieczeństwa, seks obniża stres i niepokój. Reich nie znalazł wielu naśladowców w swoich czasach, potem przyszła druga wojna światowa, potem był Kinsey, a potem – co także można odczytać jako zasługę Reicha, z którego czerpali filozofowie bitnicy – gorąca rewolucja czasu wolnej miłości z lat 60.

Więcej w Zwierciadle 03/2016. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »