Ewan McGregor: Potem się będę tłumaczył

56845350 - ewan mcgregor at the los angeles premiere of 'mortdecai' held at the tcl chinese theater in hollywood on january 21, 2015.

Szkot, który został uznany za dobro narodowe Wielkiej Brytanii zaraz za Szekspirem, a przed herbatą earl grey. Kiedy o tym czytałam, nie mogłam zachować powagi. Ale gdy, przedzierając się przez tłum wyjących nastolatek, wchodziłam do hotelu, gdzie miał się odbyć wywiad, nie było mi już do śmiechu. Musiałam się wylegitymować i udowodnić, że nie jestem stalkerką
Ewana McGregora. Nie pytajcie jak, tym bardziej że po tej rozmowie mogłabym nią zostać.

Ewan McGregor na premierze w Los Angeles Mortdecai, fot. 123rf
Ewan McGregor na premierze w Los Angeles Mortdecai, fot. 123rf

reklama

„Amerykańska sielanka” to ekranizacja powieści Philipa Rotha o tym samym tytule. Dlaczego akurat ta książka?

A dlaczego nie?

Nie twierdzę, że to zły wybór, ale jest tyle innych wspaniałych utworów literackich godnych kina. Co więcej, Roth to pisarz amerykański, mógł pan sięgnąć do twórczości któregoś z angielskich autorów.

Wiem, ale pragnąłem uniknąć komentarzy w stylu: „McGregor robi adaptację książki ze swojego podwórka, bo chce sportretować terytorium dobrze mu znane”. Mój wybór miał być postrzegany jako uniwersalny, zależało mi na tym, by mieć dystans osoby patrzącej z zewnątrz, spoza amerykańskiej kultury i obyczajowości.

Dlaczego?

Wydaje mi się to ciekawsze, a także by widzowie mogli powiedzieć, że moje spojrzenie wzbogaca interpretację prozy o nowe konteksty, nie tylko te filmowe. Wreszcie „Amerykańska sielanka” to moja ulubiona powieść Rotha.

Więcej w Zwierciadle 02/2017. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

 

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »