Justyna Wasilewska: Wasia, ty się wznosisz

Fot. Zosia Zija i Jacek Pióro

Coraz o niej głośniej. Uważana za jedną z najbardziej charyzmatycznych aktorek teatralnych młodego pokolenia. Nagle pojawiła się w kinie. Najpierw w filmie „Sztuka kochania”, teraz w „Sercu miłości”. To dla tej roli przeszła niezwykłą metamorfozę. Jest niemal nie do poznania. Dla innych, a dla siebie?

reklama

Do roli w „Sercu miłości” zgoliłaś głowę, rzęsy, brwi.

Byłam umówiona w zakładzie fryzjerskim dzień przed rozpoczęciem zdjęć. Cięła Olga Nejbauer, odpowiedzialna w „Sercu miłości” za charakteryzację. Chciałam to utrwalić, więc Olga poprosiła swojego brata, żeby wszystko nakręcił. Tylko że zanim w ogóle do nich dotarłam, zgubiłam kluczyki do auta na parkingu w centrum handlowym. Długo trwało, zanim je znalazłam, czas mijał. A potem jeszcze pomyliłam drogę, nie było ze mną kontaktu, bo rozładował mi się telefon. Coś mi się zdaje, że to nie był przypadek. Że podświadomie uciekałam przed tym, co miało się stać.

Widziałam w sieci nagranie z inną aktorką, która po podobnej metamorfozie rozpłakała się przed kamerą. U ciebie też skończyło się łzami?

Nie. Dziwne, bo włosy, zapuszczane od 14. roku życia, to była moja zasłona przed światem. Uważałam je za atrybut kobiecości. Jest taka indiańska przypowieść, że w długich włosach tkwią twoje wspomnienia, przeszłość. I jeśli je ścinasz, zaczynasz wszystko od nowa. Akt oczyszczenia. Faktycznie, najpierw tak to zadziałało, poczułam się przyjemnie wolna. Ale już na drugi dzień było dużo gorzej. Totalny error na zakładzie. Dziwnie było patrzeć na siebie w takiej wersji. Za to teraz z perspektywy czasu widzę, ile mi ta zmiana dała. Poza tym bez niej nie potrafiłabym zrozumieć swojej bohaterki.

Ludzie na ulicy oglądali się za tobą, tak jak w filmie oglądają się za twoją bohaterką Zuzanną? Byłaś wytykana palcami?

(…)

 

Więcej w grudniowym numerze magazynu Zwierciadło.

Wydanie 12/2017 dostępne jest także w wersji elektronicznej.