Karim Rashid: Gość z przyszłości

Wraz z przejściem ludzkości z ery analogowej do cyfrowej w designie nastąpiła rewolucja, która wywołała eksplozję kreatywności i stworzyła Karima Rashida. Tak twierdzi on sam.
Jesienią ubiegłego roku zaliczany do elity współczesnych projektantów, a przez magazyn „Time” uznany wręcz za najwybitniejszego designera obu Ameryk. Karim Rashid ściągnął na swój jedyny wykład w Polsce tłumy… fanów? To słowo byłoby najwłaściwsze. Hiperaktywny na scenie, flirtujący z publicznością, a w końcu oblegany przez groupies błagających o selfie z mistrzem i składający podpisy na czym się da, także na meblach – prezentował się niczym gwiazda pop. Tyle że w gronie groupies dostrzec można zarówno szafiarki, jak i uznanych architektów oraz dziennikarzy.

reklama

fot. materiały prasowe

Poeta plastiku

Ci, którzy zasiedli w pierwszym rzędzie, zauważyli, że wygląda jak cień. Wychudzony, z poszarzałą twarzą i worami pod oczami. Tylko źrenice jak dwa ogniki. Pierwsze skojarzenie – tak właśnie powinien wyglądać człowiek, który tworzy jak szalony, bez odpoczynku, nawet w samolocie. Ponad trzy tysiące jego projektów już zostało wdrożonych do produkcji. Dostał za nie kilkaset nagród. A że pracuje dla firm w 40 krajach, mógłby mieć taką samą wizytówkę jak Holly Golightly ze „Śniadania u Tiffany’ego: „Karim Rashid – w podróży”. Zresztą podobnie jak bohaterka Capote’a jest też mistrzem w zaskakiwaniu ludzi.

Więcej w wydaniu 7/ 2017, dostępnym także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »