Kocham, nie truję: Podrobiony świat

Lidia Trawińska, dietetyk kliniczny; fot. Rafał Masłow

Półki w sklepach uginają się dzisiaj od produktów, które są na zewnątrz piękne, a w środku ukrywają tykającą bombę.

Lidia Trawińska, dietetyk kliniczny; fot. Rafał Masłow

reklama

Lubicie rozpoczynać dzień od pachnących i jeszcze ciepłych bułek na śniadanie? A może wolicie zjeść jogurt light, bo przecież jesteście na diecie? Jak przystało na osobę, która o siebie dba, w waszym koszyku nie brakuje również mięsa fat-free, dzięki któremu z pewnością nie grożą wam choroby serca czy otyłość, jak wynika z wszechobecnych reklam.

Wasz koszyk jest też pełen pięknie wyglądających warzyw i owoców. Niestety, chociaż wydają wam się zdrowe, pachną apetycznie i kuszą swoim wyglądem, wiele z tych produktów to podróbki. One udają warzywa i owoce, mięso, ser, masło czy chleb, bo w procesie produkcji pozbawiano je wszelkich wartości odżywczych, aby zapewnić im długą żywotność na półce sklepowej. Następnie nafaszerowano je chemią, aby wyglądem, zapachem, smakiem przypominały wam to, co niektórzy pamiętają jeszcze z dzieciństwa. W czasach PRL-u produkty czekoladopodobne musiały zastępować niedostępną w Polsce czekoladę. Takich produktów było wiele. Choć sądzimy, że czasy się zmieniły na lepsze, to właśnie teraz nastała prawdziwa era podróbek – produktów chlebopodobnych, jogurtopodobnych, wędlinopodobnych, sokopodobnych, jabłko-podobnych i innych kuriozalnych pomysłów, jak sojowe kotlety schabowe, zupka w proszku o smaku kurczakowym itp. Żywimy się podróbkami, a przecież jesteśmy tym, co jemy, więc może też jesteśmy podróbkami?

Więcej w Zwierciadle 07/2015. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »