Lustro naszych czasów. Leki na całe zło

Ilustr. Jan Kallwejt

Przynoszą upragniony dystans, spokój i ukojenie, pomagają znieść trudne życiowe sytuacje. Łagodzą objawy depresji i nerwicy. To dobra strona leków psychotropowych. Ta zła? Coraz więcej ludzi, chcąc uciec przed bólem i stresem, zaczyna ich nadużywać.

Ilustr. Jan Kallwejt

reklama

SMS Agnieszki do internistki: „Mogę wpaść wieczorem po receptę? Mam stresujące spotkanie, zabrakło mi proszków”. Po chwili odpowiedź: „Nie ma mnie w mieście”. Agnieszce zaczyna walić serce. „Dziś już brak miejsc, doktor jest na urlopie, proszę dzwonić jutro”, słyszy, gdy próbuje umówić się u jednego psychiatry, drugiego, trzeciego. Przeszukuje torebki, wyrzuca rzeczy z szuflad, kosmetyczki. Opróżnia też portfel – kiedyś wsadziła tam pastylkę uspokajającego afobamu. Może tabletka się ukruszyła i znajdzie choć odrobinę? W końcu dzwoni do kuzyna neurologa. „Od kiedy ty to bierzesz? Ile tabletek dziennie? Coś jeszcze łykasz?” – słyszy następnego dnia w jego gabinecie. To jest upokarzające. Ale zniesie wszystko, byle tylko dostać receptę. Ona, 37-latka, mama dwóch chłopców, przewodnicząca szkolnej rady rodziców, tłumaczka. „Zachowuję się jak narkomanka”, myśli. Wieczorem znów czyta na internetowych forach historie ludzi, którzy biorą leki nasenne, uspokajające, antydepresyjne. Wymieniają się opiniami na temat poszczególnych specyfików, ich działania, efektów ubocznych. Opisują, jak ciężko niektóre z nich odstawić. „Jestem w matni”, stwierdza.

Więcej w Zwierciadle 12/2014. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »