Mamisynek w roli męża

Ilustr. Marta Ignerska

Kobieta czuje, że nie ma oparcia w mężczyźnie „synku”. Trudno być z nim w kontakcie. Trudno poczuć: „Tak, jesteśmy razem”. Jeśli mężczyzna jest skupiony wyłącznie na swoich potrzebach, wtedy zaniedbuje związek i szybko może go stracić – mówi psychoterapeuta Benedykt Peczko.

Ilustr. Marta Ignerska
Ilustr. Marta Ignerska

reklama

On chce, żeby go podrapać po pleckach, zrobić jajeczko na miękko, kogel-mogel z miodkiem. Troszczyć się, opiekować, organizować, chwalić, doceniać… By kobieta była dla niego matką. Nie rozumie, dlaczego ona zaczyna mówić o rozstaniu. To już trzecia, która chce odejść z tego powodu. Czy na psychoterapię przychodzą mężczyźni, którzy biorą sobie do serca zdrowe kobiece granice: „Nie jestem twoją matką”?

Oczywiście. Jest wielu mężczyzn, którym zależy, żeby dociekać, dlaczego wciąż potrzebują matki, mimo że już dawno nie są chłopcami. Jest wielu takich, którzy szukają partnerskich relacji z kobietami. To, co płoszy kobiety w zetknięciu z mężczyznami, o których mówisz, to nie kogel-mogel z miodkiem, ale ich postawa, stan wewnętrzny, w którym się znajdują. Kobieta czuje, że nie ma oparcia w takim mężczyźnie. Trudno w ogóle być z nim w kontakcie. Trudno przy nim poczuć: „Tak, jesteśmy razem”. Jeśli mężczyzna jest skupiony wyłącznie na swoich potrzebach, wtedy zaniedbuje związek, zaniedbuje coś, co psychoterapeuta par Stan Tatkin nazywa systemem ochrony więzi. On buduje system ochrony siebie i system zaspokajania własnych potrzeb. Gdy rodzi się dziecko, sytuacja jeszcze bardziej się pogarsza. Mężczyzna jest zazdrosny, popada w depresję, trudno mu odnaleźć się w nowej roli. Jak ma być ojcem, skoro jest synkiem?

Więcej w Zwierciadle 12/2016. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »