Omenaa Mensah: Inność jest naturalna

VANESSA od początku miała mocny charakter – mówi o swojej córce OMENAA MENSAH. – Gdyby nie mój, równie mocny, nie wiem, jak bym sobie poradziła. Wyszła z brzucha cała podrapana, z długimi, grubymi włosami, miała wypisane na twarzy: „Nie będzie tak, jak myślisz, mamusiu!”. I tak jest do dzisiaj. Nie drżałam, czy rówieśnicy w Polsce ją zaakceptują. Jak ją pierwszy raz zobaczyłam, pomyślałam: „Będzie obywatelką świata”.

Dla dobra dziecka

Moi rodzice nie wyobrażali sobie, żebym z taką aparycją miała na imię Kasia czy Basia. Podobnie ja – wybrałam dla córki imię uniwersalne, łatwe do wymówienia pod każdą szerokością geograficzną.

Nie przygotowywałam się do roli mamy, weszłam w nią z marszu. Jak Vaneska się urodziła, miałam 22 lata, byłam na ostatnim roku studiów. To było totalne zaskoczenie, cud właściwie, bo wcześniej lekarze orzekli, że nie będę mogła mieć dzieci. Stało się to w momencie, gdy po ośmiu latach bycia w związku rozstawałam się z partnerem. Byłam więc na życiowym zakręcie. Ale to tylko wzmogło moją determinację, żeby sobie poradzić. Nie rozumiem, jak można tkwić w nieudanych związkach. To dla mnie niepojęte! Mimo że byłam w ciąży, podjęłam decyzję, że się rozstajemy, nie chciałam, żeby dziecko widziało mnie nieszczęśliwą. Na tym polu zbieram ogrom krytyki, ale zdania nie zmienię. Uważam, że powinno się o tym mówić, bo kobiety zapominają o sobie, myśląc, że robią to dla dobra dzieci. A tak naprawdę wyrządzają im wielką krzywdę.

Więcej w Zwierciadle 03/2017. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej