Reportaż. Fachowcy jakich mało

fot. Rafał Masłow

Nie każdy wie, że lalka barbie ma najczęściej problem ze stawem biodrowym. Albo jaki dźwięk wydaje dżdżownica przesuwająca się po błocie. Albo że wady sylwetki można skorygować dobrym stanikiem. Nie każdy wie, że jest garstka ludzi, którzy zajmują się tymi problemami z pasją i oddaniem. Naprawa zabawek, udźwiękawianie filmów czy gorseciarstwo to profesje, których nie uczy żadna szkoła, a wiedzę zdobywa się samemu, bo podręczników brak.

fot. Rafał Masłow

reklama

Grażyna Owczarek i Maria Jarewicz, siostry gorseciarki, które fach odziedziczyły po matce, prowadzą dwa ostatnie takie zakłady w Łodzi. Ludwik Lis stworzył sobie profesję z braku pracy – Klinika Zabawek powstała od podstaw i jest jedyną taką w kraju. Henryk Zastróżny ma studentów, ale nikogo nie namawia do wejścia w branżę: imitatorem dźwięku trzeba być w stu procentach, a nie tylko dorywczo. Oto profesjonaliści w dziedzinach rzadkich.

BARDZIEJ PASJONAT NIŻ BIZNESMEN

W studiu Henryka Zastróżnego króluje artystyczny nieład lub, jak sam mówi, po prostu bałagan. Jest tak skonstruowane, że można w nim lać wodę, robić błoto, przewalać sterty gruzu. Jest też odpowiednia akustyka, wiele rodzajów butów i przeróżne podłoża – generalnie wszystko, co wydaje jakikolwiek odgłos. Ale pan Henryk pilnie strzeże tajemnicy swoich patentów i niechętnie zdradza, czego używa do danego efektu.

Więcej w Zwierciadle 11/2014. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »