Reportaż: Kto wymyślił moją twarz?

fot. Krzysztof Siemiątkowski

Co można kupić za zarobione w teatrze sto złotych? Płytę dvd z filmem „Disco polo”. Albo pachnidła, smarowidła i wieżę, z której można pozdrawiać fanów. Albo główną rolę w musicalu „Mamma mia!”. Albo miłość. Aktorzy teatru 21 mają swoje potrzeby, lęki, marzenia. Jak każdy. Ale nie jak każdy mają zespół Downa.

fot. Krzysztof Siemiątkowski
fot. Krzysztof Siemiątkowski

reklama

Teatr 21 wykluł się w 2005 roku z prowadzonych przez Justynę Sobczyk warsztatów w Zespole Społecznych Szkół Specjalnych „Dać Szansę”. „Aktorzy” z zespołem Downa i autyzmem najpierw wystawiali nietypowe jasełka, później zaczęli realizować autorskie spektakle, na przykład „…i my wszyscy. Odcinek 0”, gdzie po kolei przebierają się za Maćka z „Klanu” w nadziei, że i oni staną się profesjonalistami. Udało się, w końcu zniknął cudzysłów, stali się aktorami, zaczęli w teatrze zarabiać.

W spektaklach rozkładają się przed widzami na pierwiastki. Na przykład w „Portrecie”, gdzie analizują swoje twarze. „Głowa raczej proporcjonalna, choć tył nieco bardziej płaski, a szyja krótka. Nos malutki, uszy też, z zawiniętymi końcówkami. Oczy nieco skośne, podniebienie płytkie, język większy”. W imieniu wszystkich Daniel pyta: – Czy jestem ładny? Czy jestem brzydki? Kto wymyślił moją twarz?

A w innym spektaklu – „Upadki” – ustami Oli psioczą na brytyjskiego doktora, który „dawno temu z dalekiej Mongolii sprowadził na nich zespół Downa” (to artystyczna wariacja na temat używanego kiedyś określenia mongolizm na trisomię 21). – Od tej pory mamy problemy – mówi Ola.

Więcej w Zwierciadle 05/2016. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »