Spotkania: Agnieszka Więdłocha

Dobrze wychowana, empatyczna, pełna taktu. Agnieszka Więdłocha
Chętnie pomaga, udziela się w fundacji, ale… Siedzi w niej też upór – jak mówi – dresiary. Widać go w jej przekonaniu, że w życiu, w niej, w świecie ma być jakaś prawda. Mimo więc, że jest taka grzeczna i miła, potrafi też się postawić i gdy wszyscy pytają: „co jest, dlaczego nie?”, odpowiada: „nie, bo nie”.

Agnieszka Więdłocha fot. Rafał Masłow

reklama

Bo nikt wcześniej nie wpadł na taki pomysł. Ciekawiło mnie zagadnienie erotyzmu w filmach i jego rozwój w kinematografii. Czy to kino rozbudzało w widzu namiętności, czy raczej kino zaspokajało namiętności widza. Było też dość mało w moim odczuciu rzetelnych artykułów o seksualności, cielesności, erotyce. Czasopisma i programy telewizyjne bombardują nas głównie impulsami: musimy być zawsze wyborni w łóżku, mieć orgazmów dziesięć na minutę, mężczyzna nie może powiedzieć kobiecie: „Kochanie, jestem zmęczony”. Reklamy pełne są wulgarnej cielesności, nawet firmy budowlane wykorzystują wizerunek kobiety z wielkimi piersiami i w kasku, będącej na budowie, co nie ma kompletnie sensu. Nie mówiąc o tym, że w spotach wyborczych również pojawiają się półnagie kobiety. Jesteśmy przesyceni nagością. Z informacji, które wtedy pozyskałam, wiem, że taka propaganda wywołuje w ludziach albo nagle powstającą blokadę, albo zniechęcenie, albo przekonanie, że trzeba wybrać się do lekarza, skoro nie robimy czegoś właściwie. Presja społeczna jest duża, a ludziom odbiera się prawo do tego, żeby czasem było też źle, i wmawia się im, że jedyne, o co muszą w życiu walczyć, to permanentne spełnienie w łóżku.

Więcej w Zwierciadle 02/2015. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »