Spotkania: Katarzyna Kolenda-Zaleska

W centrum zdarzeń. Zawsze tam, gdzie coś się dzieje. Katarzyna Kolenda-Zaleska lubi wiedzieć wcześniej, rozpoznać, zrozumieć. Jest jedną z najlepszych dziennikarek politycznych. Przy niej odsłaniają się nawet ci, którzy stronią od mediów.

Fot. Marlena Bielinska/MOVE
Fot. Marlena Bielinska/MOVE

reklama

Czy dzisiaj jeszcze można mieć autorytety?

Bez autorytetów nie da się żyć. Wyznaczają nam kierunki. Wzorujemy się na nich. Nie wyobrażam sobie, że jestem samotnym elektronem.

Wymieniasz zazwyczaj Władysława Bartoszewskiego, Wisławę Szymborską, Zbigniewa Brzezińskiego. Dlaczego ich?

Każdy z nich jest dla mnie punktem odniesienia w innej sferze. Brzeziński w polityce, Szymborska w literaturze, jestem polonistką, więc to dla mnie ważne, a profesor Bartoszewski był jak busola, autorytet od wszystkiego. Wymieniłabym również Jerzego Turowicza i Teresę Torańską, którzy pokazywali, jak uprawiać dziennikarstwo. Autorytetem był dla mnie zawsze Tadeusz Mazowiecki, który potrafił uprawiać politykę spokoju, opartą na wartościach, a nie tylko na przejmowaniu władzy. Dużo się mówi o pomnikach Lecha Kaczyńskiego, a powinniśmy postawić też pomnik Tadeuszowi Mazowieckiemu gdzieś przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, żeby ludzie pamiętali, co wniósł do polskiej polityki. To ikony, do których można się odwołać, mając wątpliwości. Spychanie autorytetów z piedestałów w imię niezrozumiałych dla mnie racji zemści się kiedyś na nas wszystkich.

Więcej w Zwierciadle 03/2016. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »