Spotkania: Marek Kondrat

Pewnego dnia aktorstwu powiedział „stop” i się tego trzyma. Zajął się winem i kulturą jego picia, bo jak mówi: „Mniej wódczanej doraźności i zaklinania starych grzechów, a więcej myślenia i rozmów o tych, co przyjdą po nas, ma sens”. Żyje niespiesznie i lubi taką bezpieczną rutynę. Jak się nią jednak nie znudzić mówi Marek Kondrat.

fot. Rafał Masłow
fot. Rafał Masłow

reklama

Po latach wróciłeś do Krakowa. To wina wina?

Życia może raczej, chociaż jak tak sobie myślę, to chyba nic mnie przez nie jakoś specjalnie nie prowadzi. Adaptuję się w podsuniętych przez życie miejscach i… się nie bronię. Teraz Kraków? Proszę bardzo. I przyznaję, że z tej krakowskiej bajki jestem zadowolony. To dobre miejsce na mój wiek, bo daje mi poczucie, że żadna ciężarówka nie przejedzie mnie nagle na pasach.

A w ludziach co tu dobrego?

Od kilku lat mam tu nieduże grono znajomych i się ich trzymam. Nie ładuję się w nowe sytuacje towarzyskie, które wymagają jakiejś nadaktywności, próby pozyskania czyjejś aprobaty czy zadawania sobie pytań, na które koniecznie trzeba znaleźć jakąś odpowiedź. Tym się nie zajmuję.

Więcej w Zwierciadle 12/2015. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »