Spotkania: Penélope Cruz

Przychodzi na wywiad spóźniona godzinę. W szałowej czerwonej sukience mini, ustrojona mieniącą się złotem biżuterią, Na niebotycznie wysokich szpilkach. Ma mokre włosy. Szybko wyjaśnia, że nie zdążyła ich wysuszyć, bo wolała poleżeć dłużej w wannie. Nim zaczniemy, wyrzuci wszystko z torby w poszukiwaniu do dziś nie wiem czego i zamówi przez telefon tapas. Trudno się złościć, bo robi piorunujące wrażenie. Tak, mogłabym napisać, że Penélope Cruz jest piękna i seksowna, mnie jednak uwodzi przede wszystkim jej naturalność, ekspresja i bezpretensjonalność. Olé!
Zawsze pani w takim niedoczasie?

reklama

Zawsze. Jeszcze nie odkryłam zaklęcia na zaklinanie czasu, chętnie je poznam. Wszystkie mamy wiedzą, o czym mówię [aktorka i jej mąż Javier Bardem wychowują synka Leonarda i córkę Lunę – przyp. aut.].

Penélope Cruz marzy o poznaniu zaklęcia na zaklinanie czasu? Dziwne, patrząc na panią, można odnieść wrażenie, że dzierży pani nad nim władzę absolutną.

Bardzo dziękuję za miłe słowa. Kwestia genów, specjalnie nie staram się spowolnić upływu czasu, jeśli o to pani pyta. Jak widać lubię niezdrowe przekąski – najlepiej po północy – niewygodne buty… Co by tu jeszcze dodać? Nie są mi straszne przeciągi, no i uwielbiam długie kąpiele, a to też ponoć nie służy zdrowiu i urodzie.

Jakieś nałogi?

Moje nałogi w dużej mierze zależą od momentu w życiu. Wie pani, jak to jest, złamane serce, nerwowy casting… Coraz mniej tego, wszystko z wiekiem się stabilizuje.

Więcej w Zwierciadle 11/2015. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »