Sylwia Chutnik: Boję się być wieczną dzidzią-piernik

fot. Rafał Masłow

Swoimi powieściami Sylwia Chutnik opowiada warszawę, często oddając głos bohaterom, których mijamy i których nie chcemy słuchać. Błąd! Po przebojowych „cwaniarach” przekazuje nam wyznanie szczerego cinkciarza z Bielan. Prawdziwego króla dansingu.

fot. Rafał Masłow
fot. Rafał Masłow

Mówiłaś, że „Smutek cinkciarza” będzie polskim Almodóvarem spod kantoru. Nie bałaś się sentymentalizmu?

Miała to być wybuchowa opowieść, pełna anegdot. Ale stała się bardziej sentymentalna. Feeria zabawnych wspomnień miała stanowić fałszywy trop – mój bohater, cinkciarz Wiesiek, opowiada, jak fajnie się nawalił, jak striptizerka zasnęła pijana na parkiecie w trakcie występu, ale czujemy, że jest coś głębszego w jego monologu. Prawdziwym tematem jest śmierć. Dyskotekowa kula, dansingowy wężyk i „szał by night” prowadzą nas do przykrej konstatacji, że wszyscy byli odwróceni. Tak intensywnie się bawili, tak dużo pili, tak bardzo byli zajęci sobą, że nie zauważyli tego, co doprowadziło do tragicznego finału…

Happy endu nie będzie.

W całej serii „Na F/aktach” wydawnictwa Od Deski Do Deski od początku wiemy, co się stało. Finał nie jest happy endem, bo opisujemy historie oparte na zbrodniach, które wydarzyły się w Polsce. Wieśka zabili, ale jak do tego doszło? Odplątuję jego historię, pokazując jego świat.

Więcej w Zwierciadle 02/2017. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »