W czym podobni jesteśmy do zwierząt?

Ilustr. Jan Kallwejt

Dobra firma jest jak wilcza wataha, a my jesteśmy podobni do karaluchów. Jeśli nie potrafimy wyprowadzić się od mamy, weźmy przykład z pająka krzyżaka. O tym, jak możemy polepszyć swoje życie, obserwując różne gatunki zwierząt – mówi psycholog Paweł Fortuna.

Ilustr. Jan Kallwejt
Ilustr. Jan Kallwejt

reklama

W książce „Animal Rationale. Jak zwierzęta mogą nas inspirować?”, którą napisał pan razem z Łukaszem Bożyckim, sugeruje pan, że my, ludzie, jesteśmy podobni do karaluchów. To obelga?

Nie. Nasze podobieństwo polega na tym, że lepiej wykonujemy niektóre zadania, gdy mamy publiczność. To odkrycie Roberta Zajonca, psychologa polskiego pochodzenia. Zauważył on, że karaluchy biegają szybciej w otoczeniu innych karaluchów. Potem sprawdzano, czy my w obecności innych ludzi również lepiej wykonujemy pewne zadania. Okazało się, że tak, ale tylko w odniesieniu do czynności, które dobrze opanowaliśmy. Jeśli są to kompetencje świeżo nabyte, wtedy obecność innych ludzi nas paraliżuje.

Uważa pan też, że dobrze zarządzana firma powinna przypominać wilcze stado, a szefowie mogą się sporo nauczyć od watahy.

Jeden z pierwszych eksperymentów psychologii społecznej dotyczył próżniactwa społecznego. Ludzie mieli za zadanie ciągnąć linę. Okazało się, że wysiłek wkładany przez jednego uczestnika zależał od liczby osób w zespole. Im więcej ich było, tym słabiej ciągnęli linę. To samo zaobserwowałem, gdy prosiłem grupę ludzi, by krzyczeli najgłośniej, jak potrafią. Nigdy razem nie osiągali takiego wyniku, jaki powinniśmy odnotować, gdybyśmy sumowali decybele wydobywające się z gardeł osób krzyczących w pojedynkę.

Więcej w Zwierciadle 01/2016. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »