Wychowanie. Bez wojny o pokój

Ilustr. Katarzyna Bogucka

Chcesz, żeby dzieci zdrowo się rozwijały? Gdy one się kłócą
– ty pogódź się z konfliktem.

Ilustr. Katarzyna Bogucka

reklama

Wyobraź sobie: właśnie wysyłasz bardzo ważny SMS, gdy facet podchodzi i wyrywa ci telefon z ręki. Nie, chyba nie złodziej, bo nie odbiega, tylko bezczelnie zaczyna gapić się na twój tekst i międlić w dłoniach aparacik. Twój pierwszy odruch? Odbierasz mu swoją własność. Na to jednak on wyszarpuje ją bardziej stanowczo. Wydaje przy tym jakieś nieartykułowane dźwięki. „Hej, nie zabieraj mi telefonu” – chcesz powiedzieć, ale z ust wydobywa ci się gulgotanie podobne do tego, które przed chwilą usłyszałaś z ust intruza.

Zaczynacie walczyć o komórkę. Ty chwytasz ją i ciągniesz w swoją stronę, na co on odpycha twoją dłoń. Ty z kolei całą mocą odpychasz jego, wołając: „Oddaj moją komórkę!”. Tym razem jednak dźwięk, który z ciebie płynie, przypomina bardziej ten, na który w reakcji słyszysz zazwyczaj „Ciiiii, nie krzyczymy!”. Masz ochotę wgryźć się do krwi w tłuste łapsko, które capnęło twój telefon – a właściciel łapska odepchnięty leży na ziemi. Też wygląda na wściekłego i zrozpaczonego – i też wyje.

Sytuacja jest patowa i właśnie teraz należałoby coś z nią zrobić. W tym momencie wkracza twoja szefowa: – Co tu się stało? Nie wolno się bić! – mityguje. – Ten miły pan chciał zobaczyć twój telefon. Bądź dobrą pracownicą, pokaż mu aparacik.

– Robiłam właśnie coś ważnego! On zaczął mi go wyrywać! – komunikujesz, ale szefowa słyszy już tylko: „łeeee!”.

Więcej w Zwierciadle 12/2014. Kup teraz!

Zwierciadło także w wersji elektronicznej

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »