Błędy w makijażu, które stały się sukcesem

123RF.com

Wyobraźcie sobie czas dla siebie – wolny, koniecznie – kiedy łagodnie brzmi Celine Dion. Przy świecach łatwiej się marzy i odczuwa dotyk energii. Powietrze wibruje od nadmiaru niespełnionych marzeń.
Łatwiej o relaks, dystans do świątecznego wyścigu po: sen nad stołem pełnym potraw, bez symbolicznej komunii dusz. Wszyscy przecież od dawna klikają w: aplikacjach (czyli współczesnych przykazaniach) wyrytych w komórkach i tabletach, wpisując na pozbawionych jakiegokolwiek – choćby cyfrowego – serca, portalach wrażenia, których w rzeczywistości nie ma. Ciągle mówi się, że najważniejsze są prezenty lub przeżycia duchowe. Nie daj Boże Wigilii polskich gwiazd w odbiorniku telewizyjnym. Aby nie dopełniać wszechobecnego kryzysu duchowego, proponuję alternatywę. Małe remedium na nasze kobiece smuteczki. Będą to moje własne błędy, które okazały się hitem kosmetycznym.

reklama

Pewnego dnia w kąpieli pomyliłam produkty, które były w dwóch podobnych, metalowych opakowaniach, wlewając zamiast olejku do kąpieli – olejek do masażu. Efekt był piorunujący. Całe ciało nawilżone osnute delikatną mgiełką gładkości i gorącym filmem kobiecości. Wyjątkowe uczucie. Innym razem nakładając na twarz jogurtową maskę nawilżającą postanowiłam prolongowałać – ten zabieg – także na dekolt. Jednak dlatego, że za dużo wycisnęło mi się z tubki postanowiłam nałożyć ją także na część nóg, które chciałam pokazać na urodzinowej imprezie. Co się okazało? Ciało, po 15 minutowej aplikacji i okresie „pobytu” preparatu na nim było po stokroć bardziej odżywione i wizualnie piękniejsze niż twarz.

Często zaniechanie, zapomnienie lub natłok obowiązków jest doskonałym momentem na test czasu dla codziennych czynności i produktów kosmetycznych. Pewnego dnia nałożyłam podkład i krzątając się w kuchni zapomniałam o szybko mijającym czasie. Zauważyłam, że po kilkunastu minutach przy suchej i normalnej skórze, podkład wchłonął się i wyglądał jak moja druga skóra. Co ważne, wymagał tylko odrobiny pudru.

Bardzo lubię róże w formie kwiatów. Teraz chodzi mi o trik z różem, jednym z magicznych produktów potrzebnych do architektury poprawnego kolorystycznie makijażu. Jadąc w delegację, zapomniałam różu. Chcąc dobrze wyglądać bo róż jest odmładzającym i koniecznym przesłaniem wizażowym, zaryzykowałam nałożenie wypiekanego cienia – w moim ulubionym różano-bordowym odcieniu. Z przyjemnością stwierdzam, że jest to mój trafiony róż. Szkoda, że kolor jest już wycofany ze sprzedaży.

Jednym z wydarzeń w kategorii pięknych ust rodem z Hollywood jest patent z shimmer’ em. Nałożony na środek ust i granicę warg (górnej i dolnej) nie dość, że daje efekt brillance oraz powiększa je to także jeśli jest zafixowany przeźroczystym błyszczykiem, bardzo długo się utrzymuje. Błąd w nakładaniu linera może okazać się także wejściem na wyższy poziom kreacji makijażu. W jaki sposób? Kiedyś przy kreśleniu zarysu oka liner zachował się nierówno – niedobry ! 😉 – zatem rozmazałam go palcem na powiece. Nawet nieźle to wyglądało więc żeby osiągnąć efekt (nowej, słusznej koncepcji) dodałam go więcej i znowu roztarłam. Po delikatnym utrwaleniu pudrem transparentnym a właściwie jego delikatną, muślinową poświatą okazało się, że wygląda to na kolejną sztuczkę z kobiecego arsenału. Na dodatek długo się utrzymuje, nawet cały dzień.

Wiemy już, że nawet cienie mają także swoje „blaski” i „cienie”. Proponuję, abyście w czasie przed, po lub w trakcie Świąt spróbowały zbłądzić jak ja. To może zaskoczyć nie tylko Was ale i Mikołaja, który w naszych liberalnych czasach może być lepiej umalowany od Was:) Wszystkiego kolorowego!