Czekoladowo mi!

123RF.com

Nic tak nie poprawia jesiennego nastroju niż kilka kostek czekolady. Niestety najbardziej znany afrodyzjak posiad pewną wadę. Wciąga, gdyż nigdy nie kończy się na paru kostkach a i zawartość kaloryczna jest nieco większa od pietruszki :).
Zazwyczaj gdy ją zajadam myślę o jej zaletach lecz ilość czekolady zjedzonej jest wprost proporcjonalna do aplikacji kremu anty – cellulitowego, który zastosować należy po konsumpcji – szczególnie nocnej. Czekoladę jeść warto zaś zaskoczeniem może być jej wartość kosmetyczna. Ogłaszam zabiegi czekoladowe hitem jesieni bo skoro lubią ją nasze kubki smakowe to co dopiero na to nasze ciało! Masaże rozgrzaną czekoladą są polecane zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Czy można podarować dziecku większą frajdę, w dodatku bez obawy o próchnicę :)

reklama

Okres jesienno – zimowy sprzyja rozleniwianiu a wcześnie zachodzące słońce przypomina o zimie. Lepiej naładować akumulatory zawczasu i nie narzekać, że dopadnie nas depresja. Błogi nastrój, który wypełnia nas – wraz z kolejną falą rozlewanej pod rękami masażystki czekolady – pozostaje w naszej głowie o wiele dłużej niż efekt tej zjedzonej. In plus, zapach ciała trwa i trwa w pamięci naszych zmysłów. Stąd już niedaleko do umysłu i jego siostry duszy zatem dzięki czekoladzie możemy się otrzeć nawet o medytację.

Aby przedłużyć ten niebiański stan proponuję zintensyfikować wrażenia kąpielą w pianie czekolady: mlecznej i orzechowej. Tego typu kosmetyki są do nabycia w renomowanych sklepach kosmetycznych. Nie odmówiłabym sobie również czekoladowych cieni do oczu, które zawsze towarzyszą jesiennym kolekcjom.

Można więc śmiało powiedzieć, że gorzka czekolada odkryła przed nami swoje jasne oblicze. Błyskawicznie poprawia nam nastrój, uspokaja, uelastycznia skórę oraz nawilża. Ociepla ją swoją brązową nutą.

Gdyby wymyślono odmianę czekolady odchudzającej to byłoby to dodatkowym atutem dla koneserów bohaterki tej historii. Niestety wtedy zamiast do uniesień podniebienia i stanów zjednoczonych nirwany stałaby się kolejną ofiarą przemysłu i chorób dietetycznych, które zmieniają przyjemność w ”cierpienie”. Chapeau bas, cze – ko – la – da!!!