Fashionistka w przedszkolu

Aleksandra Maślanka

Z tłumu, który wylał się z budynku Rondo I w Warszawie i sunął pod parasolkami, wyłowiłam wzrokiem kobietę w pięknych czerwonych okularach. Renata, bardzo elegancka, poza okularami cała w czerni, uspokoiła mnie stwierdzeniem, że jej też zdarza się obejrzeć na ulicy za dobrze ubraną dziewczyną.

reklama

 Teraz w tej kwestii jest na pewno o wiele lepiej, bo jak stwierdza Renata, kiedy kończyła studia, wybór w sklepach był dość mizerny. Wtedy jej garderobę ratowały zagraniczne wyjazdy do pracy, skąd przywoziła sobie ubrania, jakich wtedy w Polsce jeszcze nie było. We Wrocławiu, gdzie studiowała, był wprawdzie już sklep Deni Cler (których ubrania lubi do dziś – na zdjęciu ma bluzkę z tej firmy), ale wtedy ubierała bardziej sportowo. Dziś dużą przyjemność sprawiają ją zakupy dla córki – Karoliny. Jak przyznaje, Karolina już zaczyna objawiać kobiece właściwości. Rano potrafi wdać się w dyskusję na temat wyboru stroju poczynionego przez jej mamę. Dobrym wyjściem z takich sytuacji wydawać się  by mógł być sposób, który wymyśliła jedna z przyjaciółek mojej mamy. Umówiła się ze swoją kilkuletnią córką, że od poniedziałku do piątku to ona będzie szykować  ubrania do przedszkola. W sobotę lub w niedzielę da córce w wyborze wolną rękę. Sposób wydawałby się dobry, bo potraktowane w dorosły sposób dziecko czuje się dowartościowane, ale ma też pewne (siła dziecięcej wyobraźni!) mankamenty. Pamiętam dzień, w którym Julia wyszła z nami na spacer po Monachium ubrana w jaskrowo różową sukienkę a’la księżniczka z bajki i w płetwach.