Gdzie jest piękno?

fotochannels.com

Liczy się bogate wnętrze? Nie suknia zdobi? No tak, ale… chcemy obcować z pięknem, szukamy go, pytamy czym jest?

reklama

Karolina jest menedżerem firmy, która wprowadza na polski rynek markowe szwajcarskie zegarki. Szczuplutka, ubrana na czarno. Rok temu powiększyła sobie piersi metodą Macrolane. Zabieg był drogi, ale szybki i prawie bezbolesny. Dla Karoliny to ważny element jej urody, teraz czuje się piękna. – Zawsze chciałam mieć większe piersi
– mówi. – Kiedyś wbiłam sobie do głowy, że jak urodzę dzieci, to zrobię sobie implanty, ale skoro pojawiła się nowa, bezinwazyjna metoda, pomyślałam: czemu nie.

Dr n. med Małgorzaty Chomickiej-Jandy z podwarszawskiego centrum chirurgii plastycznej IQ Medica wcale to nie dziwi. – Kobiety od zawsze starały się poprawić urodę albo zatrzymać czas, stosując przeróżne kremy, tuszując niedoskonałości bądź podkreślając swoje atuty. Dążenie do piękna jest jak najbardziej naturalną cechą każdej kobiety!

Może zatem potrzeba piękna to odwieczna droga do samodoskonalenia? Przecież dbanie o tężyznę fizyczną, dziś tak modną, zaszczepiano kolejnym pokoleniom od starożytności. – Zgadza się – potwierdza prof. Bogdan Wojciszke, psycholog, autor książki pt. „Psychologia miłości”. – Piękno zewnętrzne nie było jednak ideałem, do którego się dążyło. Jeszcze sto lat temu ludzie bardzo by się zdziwili, że współcześni biegają tylko po to, by nie mieć brzucha – śmieje się.

Karolina nie sprawia wrażenia Pameli Anderson, więc nieco rewiduję swoje sceptyczne poglądy na powiększanie piersi. Wierzę jej na słowo, kiedy mówi, że nigdy nie narzekała na brak zainteresowania mężczyzn. – A jednak! – mówi –  Świadomość, że mam większy biust, jest bardzo przyjemna. Niedługo po zabiegu pojechałam kupić sobie nową bieliznę z myślą, że wreszcie nie muszę wybierać tylko push up-ów. Niektóre bluzki nie dopinały mi się na piersiach. Nigdy nie mogłam zrozumieć kobiet, które to denerwuje. Ja byłam zachwycona. Widząc szczerą radość na twarzy mojej rozmówczyni, zaczynam zerkać na swoją klatkę piersiową. Zawsze byłam zadowolona z tego obszaru, ale może by tak… numer większe? Nie, jednak nie.

Ładne, ale do poprawki

Z badania prof. Zbigniewa Izdebskiego, przeprowadzonego przez TNS OBOP na zlecenie KC ds. AIDS, wynika, że z moimi rozterkami mieszczę się w normie. Zdecydowana większość kobiet w Polsce (81%) dobrze ocenia swoją atrakcyjność fizyczną. Mimo to aż 84% chciałoby zmienić coś w wyglądzie swojego ciała. Prawie połowa badanych kobiet chce schudnąć, co czwarta marzy o zgrabniejszych nogach i prawie tyle samo poprawiłoby jakość swoich włosów. Jedna na pięć badanych poddałaby korekcji kształt biustu. Ale niewiele Polek decyduje się na zabieg. Powodem są wysokie koszty, ból, a także duża liczba powikłań. Na taki luksus trzeba przeznaczyć od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Powiększenie biustu kosztuje od 3800 do 12 000 zł, lifting twarzy od 5000 do 13 000 zł. Tańsza jest liposukcja brzucha (od 6000 do 6500 zł), korekta uszu (2000–2500 zł) czy powiększenie ust (2000–2500 zł). Ciekawym, choć drogim zabiegiem, jest też powiększenie punktu G, fachowo zwane augmentacją.

Za obietnicę polepszenia życia seksualnego zapłacimy od 3800 do 5800 zł (źródło: WWW.w-spodnicy.pl). Wiele gabinetów oferuje płatność ratalną, można też na operację zaciągnąć specjalny kredyt w banku.

Według  badań TNS OBOP przeprowadzonych w ramach kampanii „Prawdziwe piękno” opinie Polaków na temat samych zabiegów są podzielone. 44% ankietowanych akceptuje zabiegi medycyny estetycznej, a 40% pytanych jest im przeciwna. Jednocześnie ponad połowa respondentów jest zdania, że zabiegi poprawiające kształt ciała są niebezpieczne dla zdrowia, a mniej niż 20% jest zdania, że są bezpieczne. Mimo to coraz popularniejsze. Dr Ewa Chlebus, dermatolog, zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt – operacje i zabiegi kosmetyczne stały się wyznacznikiem statusu społecznego.

– Zabiegi kosmetyczne i chirurgiczne to współczesne znamiona luksusu. Najwięcej Polek poddaje się operacjom biustu, powiększaniu ust i odsysaniu tkanki tłuszczowej. Jak wynika z badań firmy Datamonitor, pod względem wydatków na zabiegi i operacje plastyczne w Europie jesteśmy na szarym końcu. Rekordzistami w tej dziedzinie są Brytyjczycy, choć daleko im do Amerykanów. Na świecie najwięcej operacji plastycznych przeprowadza się w Brazylii, tam funduje się je dziewczynkom już w prezencie komunijnym.

Idealny kształt pomidora

Czy to już obsesja, niewolnictwo? Aż tak daleko bym się nie posunął – kręci głową prof. Bogdan Wojciszke. – Na pewno dbanie o siebie w dzisiejszych czasach ma większą wagę niż w przeszłości. To już drugie pokolenie, które żyje bez wojny czy większego konfliktu. Zaczynamy mieć luksusowe problemy, na które nasi przodkowie nie mieli czasu, bo kłopotali się głównie tym, żeby przetrwać – tłumaczy.

 

Ania Wachaczyk, malarka i rzeźbiarka, na moje pytanie wzrusza ramionami. – Człowiek dąży do ideału – mówi. – Chce, żeby się nim zachwycano. Szczytem marzeń jest zaistnieć w mediach, o co dzisiaj stosunkowo łatwo. Problem jest tylko taki, że wszystkie gwiazdy w telewizji są takie same.

Czyli jakie? – pytam. – Szczupła sylwetka, długie, wyprostowane włosy i zadbany wygląd – słyszę w odpowiedzi. – To, co naturalne, przestało być piękne. Wszyscy jesteśmy w takiej holenderskiej wytwórni pomidorów. Jeśli jakiś pomidor nie pasuje do idealnej dziurki na taśmie, to jest wyrzucany – podsumowuje Ania.

Prof. Wojciszke zauważa, że takie zjawisko nie jest znakiem naszych czasów, ale typowo ludzką właściwością. – Podoba nam się to, co najbardziej prototypowe, a nasze prototypy są średnią arytmetyczną doświadczeń, czyli widoku wszystkich realnych twarzy. Ludzie, którzy oglądają więcej filmów, są mniej zadowoleni ze swoich rzeczywistych partnerów. Normalnemu śmiertelnikowi trudno dorównać ideałowi z telewizji.

Te słowa dźwięczą mi w głowie, gdy oglądam polską edycję programu „Jak dobrze wyglądać nago”. Widzę kobietę, która stojąc przed lustrem, mówi, że nienawidzi swojego ciała, że jest brzydka, gruba, nieatrakcyjna. Dotyka siebie z obrzydzeniem, płacze. „Nauczę cię zaakceptować siebie taką, jaka jesteś” – mówi do niej prowadzący program, stylista Piotr Sałata, i nie wiem, jak ona, ale ja mu wierzę.

To, co naturalne, przestało być piękne. Wszyscy jesteśmy w takiej holenderskiej wytwórni pomidorów. Jeśli jakiś
pomidor nie pasuje do idealnej dziurki na taśmie, to jest wyrzucany.

Skąd w tych kobietach tyle pretensji do siebie, tyle nienawiści.?– Na pewno nie słyszą tego od partnerów, rodziny czy przyjaciół – mówi Piotr Sałata. – Najczęściej najbliżsi nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że ich żony, siostry czy córki mają ze sobą takie problemy. Bierze się to przede wszystkim z tego, że kobiety się nieustannie porównują. Do modelek, aktorek, gwiazd telewizji. Wystarczy wziąć pierwszy z półki kolorowy magazyn, żeby zobaczyć poprawiane w Photoshopie zdjęcia. Takiego piękna w rzeczywistości nie ma. Kobieta, która ma 45 lat i ani jednej zmarszczki pod okiem, ani jednego przebarwienia, jest nierealna.

Piękno to…

– Kobieta o idealnych wymiarach, świetnie ubrana, uczesana, na dodatek w wysokich szpilkach – to postrzegają ludzie jako piękno. Ja też – mówi Piotr Sałata. – Zajmuję się modą, więc nie będę ściemniał, że nie podobają mi się modelki. Tylko że trzeba odgraniczyć rzeczywistość od iluzji. Takie kobiety nie chodzą po ulicach.

Chyba że przyjadą z Hollywood. Na przykład Sharon Stone, niewątpliwa piękność,  jedna z najbardziej pożądanych kobiet naszych czasów twierdzi, że aby zyskać piękno i spokój, należy zaakceptować siebie takimi, jacy jesteśmy, nie dostosowywać się do gustów innych ludzi. „Jestem, jaka jestem. Nie zmienię się. Lubcie mnie albo nie. A jak wam się nie podobam, to, przepraszam, odp…cie się” – tak bezapelacyjnie wyraziła się podczas pobytu w Polsce w maju 2008 roku 50-letnia aktorka, twierdząc, że dopiero teraz odkryła tę prawdę. – Mam odwagę być sobą. Nie uwierzycie, jak wolna dzięki temu się czuję (za: www.cafewirtualnemedia.pl).

Sharon nie zgodziłaby się zapewne na drastyczne diety. Tymczasem dziś chude jest piękne. Ideał kobiecego ciała prezentowany w mediach stale chudnie. Potwierdzają to naukowe analizy ciał króliczków Playboya, sukcesywnie przeprowadzane przed Davida Garnera i współpracowników. Od lat 70. Króliczki popadły w znaczną niedowagę. Jedno natomiast się nie zmieniło – stosunek obwodu talii do bioder. Idealny wynosił i nadal wynosi 0,7.

– Piękne ciało jest coraz chudsze – potwierdza prof. Wojciszke. – To dziwne zjawisko, historycznie zupełnie nowe i prawdopodobnie można je wyjaśnić wyższym statusem. W społeczeństwach pierwotnych było inaczej: im wyższy status kobiety, tym większy jej rozmiar. W tej chwili jest dokładnie odwrotnie. Bycie tłustym w dzisiejszych czasach nie jest niczym wyróżniającym, bycie szczupłym nobilituje. Ale oprócz wielkości ciała liczy się jeszcze jego kształt. Jest sporo badań, które pokazują, że bardzo silnym wyznacznikiem atrakcyjności u kobiety jest wcięcie w talii. Ma je nawet obfita w kształtach figurka kobiety sprzed ok. 30 tys. lat.

– Piękno… piękno jest sensem życia każdego artysty! – zdecydowanym głosem mówi Ania. Gdy proszę aby rozwinęła temat,  wykonuje kilka nieskoordynowanych gestów, jakby chciała pomóc swoim myślom. – Między człowiekiem a obiektem który uważa za piękny, musi zaistnieć pewien rodzaj miłosnej chemii. Wewnętrzne poczucie, że właśnie dzieje się coś niesamowitego, czas stoi w miejscu. Zakochani ludzie mówią o swoich wybrankach, że jest w nich to „coś”, podobnie jest z pięknem. Piękne jest to, co ma to „coś”.

Hm, podoba mi się ta definicja. Może to dlatego wszyscy jesteśmy poszukiwaczami zaginionego piękna. I czasem obieramy fałszywe drogi, żle odczytujemy wskazówki lub mylimy kierunek. Wtedy nalepiej przystanąć i pomyśleć. l

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »