Historia futrem podszyta

Ruth Harriet Louise/Contributor/Hulton Archive/Getty Images/ Flash Press Media / Aktorka Greta Garbo w długiej sukni i płaszczu obszytym futrem.

W czym chodzili nasi przodkowie 30 czy 15 tysięcy lat p. n. e….? Oczywiście w futrach ze skór reniferów! Metodę szycia ubrań na bazie futra wynaleźli Eskimosi, nazywani również Inuitami.

reklama

Pierwsza warstwa stroju – na początku były to głównie kurtki – była wywrócona futrem na zewnątrz. Ważne było, aby włosie układało się z góry na dół, dzięki czemu łatwiej spadał z niego śnieg. Druga warstwa – wewnętrzna , była ułożona futrem do ciała.  We wnętrzu kurtki  stykały się ze sobą dwie nagie skóry, pomiędzy którymi powstawała naturalna przestrzeń wypełniona powietrzem. Stroje te były wciągane przez głowę, z długim rękawem, kapturem oraz dłuższym tyłem. W ten sam sposób szyto spodnie, które noszono w komplecie z kurtką. Kaptur, rękawy oraz dolne krawędzie ubioru, dla dodatkowego ciepła oraz ozdoby, były obszywane cienkimi paseczkami z futra lisów czy wilków. Jako dekorację tych futrzanych kurtek naszywano aplikacje wykonane z kolorowych skór farbowanych sadzą, mchem lub korą drzew.  Co ciekawe, metoda szycia futer jest nadal wykorzystywana przez Inuitów do sporządzania tradycyjnych strojów.

Epoką, która futra ukochała nad życie było średniowiecze. W tym okresie futro było oznaką wysokiego urodzenia, a pewne jego gatunki rezerwowano dla warstw najbardziej uprzywilejowanych. Najcenniejsze były futra: z gronostajów, popielic i kun (zarezerwowane dla cesarzy, królów i dworu ); następnie futra z wiewiórek, bobrów, wydr, zajęcy i lisów (przeznaczone na użytek mieszczaństwa  i drobnej szlachty), i na samym końcu futra baranie, kozie, jagnięce czy wilcze (odpowiednie dla pospólstwa). Co ciekawe, w średniowieczu nie noszono samych futer – były one używane do lamowania lub podbijania różnego rodzaju okryć wierzchnich, np. opończy, szub czy aksamitnych peleryn.  Trzeba przyznać, że ówcześni mistrzowie sztuki kuśnierskiej umieli w niezwykle harmonijny sposób dopasować do siebie szlachetną tkaninę.W Europie futra  najbardziej ukochali sobie Polacy, a przede wszystkim szlachta w okresie kultury sarmackiej. Porządny szlachcic, oprócz rumaka i karabeli, musiał mieć delię lub kontusz podbity drogocennym futrem, które nosił nawet latem, bo futro pełniło funkcje reprezentacyjne. W Polsce, gdzie zimy były szczególnie długie i mroźne, chętnie noszono też inne ocieplane okrycia wierzchnie. Międzynarodową karierę zrobiła wilczura, czyli obszerny płaszcz z szerokimi rękawami i kapturem podbity futrem wilczym. Była to jedyna zdobycz Napoleona i jego żołnierzy z wyprawy na Moskwę.  Obok wilczury, w czasach napoleońskich, chętnie noszono też pelisę, czyli specjalne okrycie wierzchnie z rozcięciami na ręce. Taką właśnie pelisę na cennym futrze z soboli, po zawarciu pokoju tylżyckiego z Rosją w 1807 roku otrzymał od cara Napoleon Bonaparte.

W II połowie XIX wieku dzięki francuskiej firmie Révillon futro zaczęto traktować jak „materiał” i szyć z niego „samodzielne” okrycia. Ich największymi wielbicielkami stały się kobiety. Jednak w tym okresie zarezerwowane były one jedynie dla mężatek, panna musiała się zadowolić skromną  futrzaną mufką lub kołnierzem przy płaszczyku. To wtedy też swoją karierę zaczęły robić futra szyte z norek. Wadą tych prawdziwych futer była jednak ich wysoka cena. Dlatego już w 1929 roku zaprezentowano pierwsze sztuczne futerko, które robiono z włosia alpaki, ssaka żyjącego w Ameryce Południowej. Niestety,  nie miało ono zbyt dobrej jakości, przez co od razu było widać, że jest sztuczne. Dopiero w latach 50. XX wieku wymyślono  słynnego „misia”, czyli sztuczne futro robione z polimerów akrylowych, które można było łatwo farbować i uzyskiwać „złudną” fakturę tego prawdziwego. 

I choć  może prawdziwe futra są i piękne, i pewnie bardzo ciepłe, osobiście wolę je oglądać na zwierzakach, które je z gracją noszą niż na ludziach… W końcu, jakby nie patrzeć,  czasy jaskiniowców mamy już za sobą…