Magia zwykłej rękawiczki

Siri Stafford/Stone+/ Getty Images/Flash Press Media / Lata 50'. Kobieta zakładająca rękawiczki.

Współcześnie nosimy je głównie zimą, od czasu do czasu na bal. Był jednak czas, kiedy żadna elegancka kobieta ani mężczyzna nie wyszliby bez nich na ulicę.

reklama

Najstarsze rękawiczki pochodzące z okresu paleolitu miały formę futrzanych woreczków bez palców. Te z jednym palcem wynaleźli Praeskimosi, a wersja z pięcioma pojawiła się jakieś trzy tysiące lat temu w starożytnym Egipcie. Kilka takich par odnaleziono w grobowcu Tutenhamona – szyto je ze skór i zdobiono delikatnym haftem, a służyć miały m.in. do strzelania z łuku w czasie polowań. Podobne rękawiczki nosiły również starożytne Egipcjanki oraz Rzymianki. Zakładały je do spożywania posiłków (zamiast widelców), chroniąc w ten sposób dłonie przed tłustymi i gorącymi potrawami.

Purpurowe dla cesarza, białe dla papieża

W okresie średniowiecza rękawiczki były wykorzystywane jako symbol – nadający lub odbierający. Na nie się przysięgało lub za ich pomocą rzucało wyzwanie.  Pan lenny, chcąc ukazać swoją władzę nad lennikiem oddawał mu swoją rękawicę, a w ramach daniny nierzadko zdarzało się dawać kilka par rękawiczek – tak wysoka była wówczas ich cena.

To właśnie ich wysoka wartość sprawiła, że stały się również symbolem władzy duchownej, cesarskiej i królewskiej.  Papież nosił białe, kardynałowie czerwone, a biskupi fioletowe. Duchowni nakładali je podczas ceremonii, aby w ten sposób zasłonić dłonie przed kontaktem z „sacrum”.

Rękawice szyte z purpurowego jedwabiu, haftowane złotą nicią i wyszywane perłami oraz złotymi blaszkami, były natomiast składowym elementem niemieckiego stroju cesarskiego. Kolor fioletowy był barwą koronowanych władców, którzy w momencie nakładania korony manifestowali tym samym żałobę po swoim poprzedniku.  Szyto je z wełny lub jedwabiu i nakładano na namaszczone świętymi olejami dłonie monarchy. Wierzono, że gdy olejki wsiąkną w królewskie rękawiczki, nadadzą im szczególnej mocy: boskiej i magicznej. Z obawy przed dostaniem się tak cennej materii w niepowołane ręce, zaraz po koronacji rękawiczki zawsze palono, a popioły rozrzucano.

Rękawiczki od Mr Szekspira

 Jednak prawdziwa kariera rękawiczek rozpoczęła  się w epokach renesansu i baroku.  W tym okresie ich wytwórcy łączyli się w gildie, których patronem był św. Marcin z Tours, były legionista i biskup.  Był to również czas, kiedy na szyciu rękawiczek dawało się nieźle zarobić, czego dowodem był John Szekspir, który z syna biednego rolnika przedzierzgnął się w bardzo dobrze prosperującego rękawicznika w mieście Stratford-upon –Avon, a potem dzięki swojemu majątkowi został nawet sędzią pokoju.

Jego słynny syn  William, zanim rozpoczął karierę piórem, w warsztacie ojca zwyczajnie „machał” igłą.  Interesujący jest fakt, że przebojem tej epoki były wymyślone w Italii tzw. rękawiczki perfumowane.  Można je było przykładać do nosa i w ten sposób unikać niezbyt przyjemnych zapachów, bo mimo, iż okres renesansu był taki „oświecony” to z higieną było wtedy bardzo na bakier…  Innym „bestsellerem”  były rękawiczki  tzw. rzezane, szczególnie popularne w krajach znajdujących się pod panowaniem Habsburgów.  Ich cechą charakterystyczną były z kolei nacięcia na palcach, przez które prześwitywały cenne pierścionki…

W okresie baroku, szczególnie na terenie Europy Zachodniej, rękawiczki stały się symbolem zawarcia kontraktu ślubnego,  a młodzi wręczali je sobie jako jeden z elementów pieczętujących nowy związek.

 

Rękawiczka w rozmiarze numer 5

W wieku XVIII pojawiają się urocze i delikatne, ażurowe rękawiczki bez palców, tzw. mitenki,  a obok nich długie rękawiczki z jedwabiu, gdzie kciuk był oddzielony od pozostałych palców, a wierzch dłoni osłaniała trójkątna klapka. W tym okresie nadal popularnością cieszyły się rękawiczki perfumowane – Maria Antonina miała ponoć zwyczaj zamawiać co tydzień(!) osiemnaście nowych par.

Jednak to w wieku XIX rękawiczka stała się dopiero, obok kapelusza, jednym z najważniejszych akcesoriów kobiecego stroju. W tym czasie malutka stopa i dłoń były jednym z wyznaczników idealnie pięknej kobiety.

Każda dama, której dłoń mieściła się w rękawiczkę o rozmiarze numer 5 mogła poczuć się dumna, że spełnia ideał… Jednak, żeby wcisnąć się w ów wymarzony rozmiar, trzeba było włożyć dużo wysiłku. Najpierw specjalnymi bambusowymi szczypcami należało rozciągnąć rękawiczkę i nasypać do środka talku, a następnie, przy pomocy dwóch ekspedientów lub służących, cierpliwie upychać małą rączkę. Aby „łapka” wydawała się jeszcze bardziej miniaturowa, panie zwykle kupowały rękawiczki o numer mniejsze, natomiast panów przed tym przestrzegano, bo ręka  wciśnięta w za małą rękawiczkę w wypadku gentelmanów wyglądała po prostu śmiesznie i nieelegancko.  

W tym okresie rękawiczki damskie zwykle występowały w trzech fasonach: krótszym, sięgającym do przegubu dłoni, i półdługim z mankietem do łokcia – te noszono na co dzień. Te długie, zwykle sięgające do ramienia, noszono do balowych toalet z krótkimi rękawkami i wydatnym dekoltem.  Ciekawostka: owe balowe rękawiczki miały od spodu, na wysokości  nadgarstka, tzw. łezkę, przez którą widać było kawałek skóry, a dalej zapinały się na kilka perłowych guziczków.  Panowie uwielbiali odwracać kobiecą dłoń i z wymownym spojrzeniem całować ponętną „łezkę”, w którą dama wcierała kilka kropelek perfum…                 

Dzisiaj rękawiczki straciły swój romantyczny, a nawet rzec by można erotyczny charakter. Służą nam na ogół zimą, chroniąc dłonie przed mrozem. Inne, gumowe czy lateksowe stały się pospolitym symbolem pani domu, która dbając o porządek, dba również o piękno swoich paznokci i skóry dłoni. Tymczasem, rękawiczki to nadal świetny sposób, by dodać sobie koloru i radości, nie tylko gdy jest  zimno i szaro…