Morskie zabiegi dla ciała

fot.123rf

Jak połączyć w jednym zabiegu inhalacje, delikatny piling, masaż antycellulitowy, wyszczuplające ćwiczenia i terapię antystresową? Wystarczy pojechać nad morze
Uważam, że nadbałtyckie dzikie plaże i śpiewające piaski nie są wcale gorsze od Copacabany, ale do tej pory przeszkadzała mi temperatura wody, która nawet podczas upalnego lata waha się zwykle między lodowatą a bardzo zimną. Tymczasem okazuje się, że to zaleta, a nie wada! Po pierwsze, kąpiąc się w gorący dzień w chłodnej wodzie, przyzwyczajasz organizm do zmiany temperatury i usprawniasz procesy termoregulacji – krótko mówiąc, hartujesz się. Po drugie, zimna, wysoko zmineralizowana i będąca w ciągłym ruchu morska woda poprawia krążenie.

I pomaga na przykład pozbyć się obrzęków czy kłopotów z puchnącymi nogami. Po trzecie, chłodne kąpiele polepszają metabolizm, a ponieważ zużywasz więcej energii na utrzymanie temperatury ciała, spalasz więcej kalorii. Żeby korzystać z morskich dobrodziejstw, wcale nie musisz spędzać urlopu w pełnym zanurzeniu. Równie dobroczynne jak słona woda jest też nasycone kryształkami soli powietrze. To rodzaj naturalnego inhalatora oczyszczającego drogi oddechowe, który działa nawet i dwa kilometry od linii brzegowej. Spacery po piasku to nie tylko naturalny piling, ale również sposób na wysmuklenie nóg i łagodna terapia odchudzająca – chodząc po plaży, spalamy podobno o 50 proc. kalorii więcej, niż spacerując po betonowych alejkach.

Z urlopu nad morzem można przywieźć nie tylko muszle. Warto sprawdzić, czy na miejscu nie produkuje się lokalnych soli do kąpieli czy algowych masek i kremów (jest tak na przykład w niektórych nadmorskich kurortach we Francji). A efekty dobroczynnego działania morza możesz po powrocie z urlopu przedłużyć dzięki zabiegom i kosmetykom na bazie morskich składników.

Słone kąpiele zalecił mi kiedyś fizjoterapeuta jako sposób na rozluźnienie mięśni po treningu albo długim dniu pracy przy komputerze. I muszę przyznać, że okazały się skuteczne. Kąpiel taka powinna być bardzo ciepła i trwać około 15 minut. Do wanny możesz wsypać sól morską (nawet kuchenną), sól z Morza Martwego lub rozpuścić w wodzie specjalną mieszankę soli i sproszkowanych alg (mają je w ofercie profesjonalne marki, takie jak Thalgo czy Phytomer). Nie musisz też opłukiwać się po słonej kąpieli. Jeśli jednak masz bardzo suchą skórę, zażywaj tej przyjemności nie częściej niż dwa razy w miesiącu i koniecznie użyj po kąpieli nawilżającego balsamu.

Najcenniejsze składniki kosmetyków pozyskuje się często z roślin żyjących w wyjątkowo trudnych warunkach. Zmiany temperatury czy mocno operujące słońce sprawiają, że wykształcają one mechanizmy obronne. Uzyskane z tych roślin wyciągi mają dzięki temu na przykład właściwości antyrodnikowe, silnie nawilżające, odżywcze lub ochronne. Tak właśnie jest w przypadku alg. Są źródłem wielu cennych składników: zawarte w nich witaminy, aminokwasy, pierwiastki śladowe i składniki mineralne sprzyjają regeneracji skóry, polifenole neutralizują działanie wolnych rodników, lipidy wzmacniają ochronny płaszcz naskórka, a węglowodany regulują pracę gruczołów łojowych. Algi są dobrze tolerowane nawet przez wrażliwą skórę, bo prawie nie gromadzą substancji toksycznych. Każdy gatunek ma swoje właściwości. – Morszczyn pobudza przemianę materii, więc wchodzi w skład preparatów antycellulitowych, z arktycznej szkarłatnicy pępkowej uzyskuje się naturalny filtr przeciwsłoneczny, a niektóre gatunki czerwonych alg hamują działanie enzymu rozkładającego kwas hialuronowy – tłumaczy Rusłana Tkaczuk, kosmetolog i menedżer działu szkoleniowego marki Thalgo. Niedawno przeprowadzono też badania weryfikujące wpływ alg zawartych w preparatach Capillin Iwostin na skórę naczynkową. Wynika z nich, że brunatne i czerwone algi mają silne działanie przeciwzapalne, zmniejszają rumień i obniżają temperaturę skóry twarzy do poziomu bliskiego temperaturze zdrowej skóry.

– Regionem obfitującym w największą ilość alg wykorzystywanych w przemyśle kosmetycznym są czyste wody morskie u wybrzeży Bretanii, gdzie wysoki poziom dotlenienia i przejrzystość wody bardzo pozytywnie wpływają na rozwój tych organizmów – mówi Agnieszka Olejniczak, kosmetolog i ekspert marki AA. Większość kosmetyków zawiera więc algi bretońskie. A co z algami bałtyckimi? – Świat glonów naszego morza jest, niestety, bardzo ubogi – mówi Agnieszka Olejniczak. – Duże wahania temperatury, małe zasolenie, zanieczyszczenia, turystyka i niska przejrzystość wody hamują rozwój flory algowej. Dzisiaj w Bałtyku występują głównie zielenice i niektóre gatunki brunatnic, które nie mają zastosowania w kosmetyce, ale jeszcze do niedawna wydobywano z niego ceniony w pielęgnacji skóry morszczyn pęcherzykowaty (Fucus vesiculosus); jednak jego ilość systematycznie się zmniejszała, a w niektórych rejonach stał się już całkowicie niedostępny.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »