Renesans szali z Kaszmiru

Getty Images / Flash Press Media / Anglia - Ilustracja z albumu "Dickinson's Comprehensive Pictures of the Great Exhibition of 1851" (z 1854 r.). Na Wielkiej Wystawie Światowej w Crystal Palace, wymyślonej przez Ks. Alberta, prezentowano m.in. misterne wyroby z kaszmiru

Ciężko byłoby się zimą obyć bez szala. Marzeniem niejednej z nas jest jednak ten wykonany z prawdziwego kaszmiru. Może trudno w to uwierzyć, ale cieszy się on niesłabnącym zainteresowaniem od przeszło 1000 lat! Doskonale chronił przed zimnem, a dodatkowo służył otoczeniu za swoisty „komunikat” informujący o wysokiej pozycji i zasobnym koncie właścicielki.

reklama

Miejscem jego narodzin był Kaszmir – region w północno-zachodnich Indiach.  To tam, w jednym z najmniej przyjaznych miejsc na Ziemi, już 3 tysiące lat przed naszą erą zaczęto wyrabiać (z cieplutkiej wełny zwanej pasz miną, wyrabianej ze spodniej, mięciutkiej  warstwy włosia kóz górskich Chyangra) kaszmirowe szale.

Znane od starożytności – ponoć ciepły szal kaszmirowy nosił sam Juliusz Cezar! – swój renesans, szale kaszmirowe przeżyły w Europie pod koniec XVIII wieku. Były przywożone jako pamiątki z podróży na Bliski Wschód lub sprowadzane przez kupców lubujących się w egzotycznych towarach (w tym okresie nosiła go m.in. Maria Antonina).  Jednak prawdziwy rozkwit mody na szale z Kaszmiru miał związek po pierwsze z ówczesną modą, a po drugie z polityką.

Na przełomie XVIII i XIX wieku w modne były suknie à la antiqua, inspirowane modą starożytnej Grecji i Rzymu, szyte wyłącznie z białych niezwykle lekkich materiałów (gazy lub muślinu). Były przewiewne, jednak nie do końca odpowiednie w klimacie europejskim, szczególnie na Północy czy Wschodzie. Damy wielbiące modny krój sukni sprzeciwiały się zakładaniu peleryn i płaszczy, argumentując swoją odmowę tym, że starożytne Greczynki czy Rzymianki do swych wysmakowanych strojów nie nosiły żadnych okryć.  Jedynym okryciem, które dopuszczały elegantki były kaszmirowe szale, głownie z uwagi na fakt, że w starożytności też je noszono. 

Lata 1798-1801 to również okres słynnej wyprawy Napoleona Bonaparte do Egiptu, z której przywieziono do Europy nie tylko bezcenne skarby, ale przede wszystkim szale z Kaszmiru. Taki szal lub chustka były najlepszym prezentem jaki żołnierz powracający z kraju Faraonów mógł przywieść swej żonie czy narzeczonej. Nawet sam Bonaparte nie zapomniał o takim podarku dla swej Józefiny. Być może, gdyby Napoleon wiedział, że ów prezent wzbudzi u jego żony taką namiętność, nigdy by jej go nie podarował. Cesarzowa stała się bowiem wielką wielbicielką i kolekcjonerką szali – zebrała ich w swojej kolekcji  około 400. To, o czym należy wspomnieć w kontekście pasji Józefiny, to fakt, że  najtańsze jej szale „chodziły” w tamtym okresie po 10 tysięcy franków, co było na ówczesne czasy sumą niebagatelną.  Ze względu na ich wysoką wartość  traktowano je jako rodzaj lokaty kapitału i dlatego zapisywano w testamentach lub obdarowywano z okazji zaślubin. 

W tym okresie najpopularniejsze były szale kaszmirowe w kolorach: czerwonym, białym, żółtym lub beżowym, których końce pokrywano charakterystycznymi floralnymi wzorami.  Taki właśnie szal Francois  w żółtym kolorze ma na słynnym portrecie Francois`a Gerarda – Madame Recamier – pierwsza „ikona mody” czasów napoleońskich. Warto również  podkreślić, że wcale nie tak łatwo było taki szal udrapować na sylwetce, a potem nosić, dlatego w tamtym okresie organizowano specjalne pokazy mające na celu instruować jak prawidłowo to robić. 

Ponieważ oryginalne szale kaszmirowe były tak drogie, już w I połowie XIX wieku zaczęto produkować ich tańsze odpowiedniki – najpierw we Francji w Lyonie,  a następnie w Szkocji, w miejscowości Paisley. W XIX wieku najbardziej popularne były te drugie, pokryte charakterystycznym wzorem ze stylizowanych palmet, które szczególnie pięknie prezentowały się na rozłożystych sukniach rozpiętych na krynolinach.   

Obecnie wydaje się, że szale kaszmirowe przeżywają swoisty renesans, a na ulicach co i raz mignie nam sylwetka kolorowa jak rajski ptak, otulona w to małe arcydzieło. Ja też od dłuższego czasu mam chętkę na takie cudeńko i w poszukiwaniu tego jedynego cierpliwie przeczesuję sklepy i galerie wypełnione  orientalnymi towarami.