Stres w wielkim mieście

123RF.com

Gdyby nasza skóra umiała mówić, na pewno namawiałaby nas
na przeprowadzkę na wieś. Tymczasem codziennie jakoś musi dawać
sobie radę z całą masą miejskich wyzwań.

reklama

 Nasz organizm potrafi dostosować się do specyficznych warunków środowiska – dowodem na to jest choćby istnienie ludzkich ras. Czasami modyfikacje wywołane warunkami zewnętrznymi są bardzo subtelne – dlatego ludzie różnią się nie tylko kolorem skóry, ale również na przykład grubością rzęs. Układ krążenia żyjących na dalekiej Północy Inuitów dopasował się do mroźnego klimatu, a skutkiem ubocznym tego przystosowania są stale zaróżowione policzki. Mieszkający od wieków na pustyni Tuaregowie mają gęste rzęsy chroniące oczy przed piaskiem. Natomiast ludzie żyjący w strefach wielkiego nasłonecznienia obdarzeni są zwykle bujnymi włosami, które pełnią funkcję naturalnego kapelusza.

Aby organizm przystosował się do trudnych warunków, potrzebny jest czas. I tu właśnie zaczyna się większość problemów współczesnych alergików i osób o nadwrażliwej skórze. Ponieważ od rewolucji przemysłowej w XIX wieku zmiany cywilizacyjne następują coraz szybciej, nasza skóra ma zbyt mało czasu, by wykształcić mechanizmy obronne. Jak podpowiada zdrowy rozsądek, wyjątkowo dużym wyzwaniem jest dla niej środowisko wielkomiejskie. Smog, spaliny, chemikalia, sztuczne dodatki w jedzeniu, klimatyzacja – wszystkie te czynniki zaburzają funkcjonowanie skóry i odpowiadają za jej przedwczesne starzenie. Ponieważ jednak nic nie wskazuje na to, by ludzie zaczęli masowo przeprowadzać się na wieś, całe sztaby lekarzy i technologów pracują nad specyfikami pomagającymi zniwelować skutki życia w wielkiej metropolii.

INNY RODZAJ STRESU

Jedna z linii kosmetyków o silnym działaniu przeciwrodnikowym nosi nazwę Tokyo Lift. Inspiracją dla tworzących ją kosmetologów było tętniące życiem miasto, które nigdy nie zasypia i w którym ludzie czasem zmuszeni są do zasłaniania sobie twarzy filtrującymi smog maseczkami. Funkcjonowanie w aglomeracji oznacza bowiem życie w niekorzystnych warunkach – w zawrotnym tempie i w zanieczyszczonym środowisku.

Nie bez powodu za starzenie skóry winimy stres. Naukowcy podejrzewają, że zwiększona ilość wydzielającego się w nerwowych sytuacjach kortyzolu skutkuje czasem pojawieniem się trądziku lub zwiększonym wypadaniem włosów. Przeprowadzone kilka lat temu badania na myszach wykazały również, że hormony stresu mogą pogorszyć lub wywołać choroby skóry, takie jak łuszczyca czy egzema. Mówiąc o starzeniu się skóry, dermatolodzy częściej niż o nerwowym trybie życia wspominają jednak o zjawisku zwanym stresem oksydacyjnym. Główną rolę odgrywają w nim wolne rodniki, czyli cząsteczki mające na zewnętrznej orbicie pojedynczy elektron. Szukając do niego pary, wolne rodniki utleniają (a tym samym uszkadzają) każdy związek, z którym mają kontakt. Atakują w ten sposób błony komórkowe, zaburzając metabolizm komórek. Mogą też uszkadzać ich materiał genetyczny, zwiększając ryzyko powstania nowotworów. Dermatolodzy uważają, że stres oksydacyjny jest jedną z głównych przyczyn starzenia się skóry.

Walczyć z wolnymi rodnikami potrafią substancje zwane antyoksydantami lub przeciwutleniaczami. Do najbardziej znanych należą: duet wzmacniających wzajemnie swoje działanie witamin C i E, produkowany przez ludzki organizm koenzym Q10 oraz polifenole zawarte np. w zielonej herbacie lub czerwonym winie. Ochrona nie zawsze jednak działa idealnie, zwłaszcza gdy wolnych rodników jest naprawdę dużo. Potrzeba wtedy  wsparcia w postaci antyoksydantów dostarczanych w pożywieniu, suplementach diety czy kosmetykach.

W POSZUKIWANIU CIENIA

Nadmiar słońca szkodzi skórze. Równie groźna jak smażenie się na egzotycznych plażach jest codzienna dawka promieni UV, której nawet nie odczuwamy. O ile bowiem promienie UVB (odpowiedzialne głównie za poparzenia) największą siłę rażenia mają latem, o tyle promienie UVA (penetrujące głębsze warstwy skóry i prowadzące czasem do zmian w kodzie genetycznym) działają z równym natężeniem przez cały rok. Nie filtrują ich szyby ani chmury, więc promienie takie niszczą nam skórę, kiedy jedziemy samochodem, wyprowadzamy psa lub siedzimy w pracy – nawet jeśli nasze biurko stoi daleko od okna. Ten typ promieniowania emitują bowiem również jarzeniówki. Dlatego dermatolodzy podkreślają, że ochrona skóry przed UV powinna być naszym codziennym odruchem. – Moim pacjentom zalecam stałe stosowanie kremów z filtrem ochronnym SPF15, a od wiosny do jesieni w słoneczne dni z filtrem SPF20 i powyżej – mówi dr Łukasz Preibisz, specjalista dermatolog z warszawskiego Centrum Chirurgii Plastycznej „Malia”. W przeciwsłoneczne filtry wyposażane są kremy na dzień, podkłady i pudry.

SZKOŁA PRZETRWANIA

Trudno nie zgodzić się z opinią, że lepiej skórę chronić, niż leczyć. Czyli unikać słońca i eliminować z otoczenia alergeny. – Jeśli czujemy, że skóra nie jest w najlepszej kondycji, trzeba przede wszystkim zdiagnozować, co spowodowało uszkodzenia: ultrafiolet, alergeny czy zanieczyszczenia – mówi dr Preibisz.

– Proponuję jednak nie eksperymentować ze skórą, lecz poradzić się doświadczonej kosmetyczki lub dermatologa. A potem wspólnie wypracować model profilaktyki i ochrony lub leczenia skóry.

Nawet jeśli nie pracujemy w klimatyzowanych pomieszczeniach, pamiętajmy  o nawilżaniu skóry. Przesuszona cera jest dużo bardziej podatna na podrażnienia czy alergie. Ulgę przynosi też skórze to, co działa dobroczynnie na cały organizm. Na przykład odstresowująca wizyta w salonie kosmetycznym. – Zastosowanie łagodnej aromaterapii pomaga się odprężyć i wyciszyć. Specjalna technika drenażu powoduje, że skóra jest oczyszczona z toksyn, a tym samym idealnie przygotowana do wchłonięcia nowych składników aktywnych. Fachowe gesty i profesjonalne masaże przynoszą widoczne rezultaty i optymalne dla skóry korzyści pielęgnacyjne – mówi Beata Machowicz, szkoleniowiec w warszawskim salonie kosmetycznym Clarins Skin Spa. Podczas zabiegu możemy też zastanowić się, czy miał rację Albert Camus, pisząc kiedyś: „Jedyne lekarstwo dla znużonych życiem w gromadzie: życie w wielkim mieście. To jedyna pustynia, jaka jest dziś dostępna”.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »