Choroby nowotworowe w Polsce: Czy można leczyć inaczej?

fot.123rf

Leczenie nowotworów to nie tylko metody konwencjonalne: chemioterapia, napromienianie i operacje. Na świecie coraz częściej mówi się o leczeniu zintegrowanym czyli medycynie łączącej różne metody i wykorzystującym jako wsparcie terapii np. grzyby z gatunku Basidiomycota. U nas to wciąż tabu mówi dr n. med. NORBERT SZALUŚ, specjalista medycyny nuklearnej, izotopowego leczenia nowotworów oraz fitoterapii.
Pacjenci i ich rodziny są przekonywani przez onkologów z polskich szpitali i klinik, że nie ma innej drogi niż medycyna konwencjonalna. Pan od lat propaguje szersze spojrzenie. Terapia integracyjna jest niezawodnym środkiem na raka?

reklama

Nie ma niezawodnego środka na raka. Istotą medycyny zintegrowanej jest łączenie sił tej klasycznej, którą przecież wiele lat temu również można było nazwać alternatywną, i terapii zapomnianej, czyli tradycyjnej, często opartej na naukowych podstawach. Zachłysnęliśmy się medycyną nowoczesną, „chemiczną”, a przecież mówi się, że jeśli natura stworzyła jakąś chorobę, to też i lek na nią pewnie gdzieś w niej jest. Ważne, byśmy zrozumieli, że terapia – nazwijmy ją „chemiczna”, konwencjonalna – nie jest jedyną drogą, a jeśli nawet, to można zmniejszyć jej negatywne skutki.

Jedno z drugim się nie kłóci?

Wręcz przeciwnie. Ten mariaż jest tak dobry, że co roku w USA odbywa się światowy zjazd onkologii zintegrowanej. W ubiegłym roku było to już 11. spotkanie. Moderatorem naukowym natomiast był MD Anderson Cancer Center, jeden z najlepszych ośrodków onkologicznych na świecie. Dla mnie, lekarza prowadzącego pacjenta, ważne jest, aby zachować czujność, czyli obserwować chorego przez szereg lat. Dbać, suplementując i stosując różne metody wspomagające np. jego układ odpornościowy, aby nie doszło do wznowy choroby. Takie możliwości daje nam właśnie połączenie najnowszej wiedzy, zdobyczy naukowych i naturoterapii.

Jak to wygląda w praktyce?

Zacznę od tego, że od wielu lat stosuję selol – substancję odkrytą przez prof. Piotra Suchockiego z Zakładu Analizy Leków Wydziału Farmaceutycznego Akademii Medycznej w Warszawie. Chemicznie selol to związki organiczne selenu uzyskane poprzez wbudowanie w cząsteczki kwasów tłuszczowych olejów roślinnych kwasu selenowego na +4 stopniu utlenienia. W praktyce uśmierca on komórki nowotworowe w sposób naturalny poprzez apoptozę, nie czyniąc szkody komórkom prawidłowym. Stosowanie go w profilaktyce może zmniejszyć zagrożenie chorobami cywilizacyjnymi, takimi jak choroby układu sercowo-naczyniowego, stwardnienie rozsiane, cukrzyca, choroby reumatyczne, i innymi, u podłoża których leży stres oksydacyjny, czyli zbyt duża ilość wolnych rodników. Z wieloletnich doświadczeń wynika, że selol wydłuża czas życia, a także wywołuje regresję zmian nowotworowych u wielu chorych. Nowe obserwacje wskazują, iż wzmacnia działanie chemio- i radioterapii. Selol nie został jeszcze zarejestrowany i dlatego stosują go chorzy, dla których inne metody okazały się nieskuteczne w ramach badań prowadzonych przez kilka polskich i światowych ośrodków, m.in. Uniwersytet w Houston i NASA.

Co jeszcze stosuje się w ramach medycyny zintegrowanej?

Bardzo wiele placówek na świecie, m.in. w Niemczech i Japonii, stosuje m.in. hipertermię całego ciała, jak również onkotermię nazywaną też hipertermią lokalną. Zasadą działania onkotermii jest podgrzewanie tkanek modulowanym polem elektrycznym o częstotliwości radiowej 13.56 MHz. W efekcie ze względu na mniejszą oporność komórek nowotworowych przepływający przez nie prąd uszkadza ich ściany, a zdrowe tkanki pozostają nieuszkodzone. Wzrost temperatury wewnątrz komórek rakowych do 42 proc. powoduje ich denaturację i szereg innych zjawisk powodujących ich śmierć.

Ta metoda jest u nas dostępna?

Są już w Polsce ośrodki hipertermii. Także w centrum medycyny komplementarnej, które prowadzę, łączymy hipertermię, immunoterapię, terapię fotodynamiczną z fitoterapią andyjską, japońską i polską, oddziałując m.in. na układ odpornościowy. Dzięki temu, że planujemy prowadzenie prac badawczych we współpracy z uniwersytetami w Houston, Osace i Sapporo, część preparatów będzie bezpłatna. Ma to ogromne znaczenie dla pacjentów, gdyż w Polsce fitoterapia, czyli ziołolecznictwo, i inne formy medycyny zintegrowanej nie są refundowane, podczas gdy niemieccy i japońscy pacjenci mogą liczyć na częściowe dofinansowanie.

Mówiąc o peruwiańskiej fitoterapii, ma pan na myśli już zapomnianą vilcacorę?

Kiedy ojciec Edmund Szeliga przyjeżdżał z Peru i opowiadał w telewizji, że Amazonia to niewykorzystane źródło lekarstw, byłem na studiach i już wtedy interesowałem się fitoterapią dzięki niezwykłemu specjaliście i mojemu wykładowcy, profesorowi Janowi Niedworokowi. Po studiach przekonałem się sam, że podając pacjentom przed lub po chemioterapii odpowiednie zioła, m.in. vilcacorę (Uncaria tomentosa), znacznie zmniejszamy skutki uboczne terapii cytostatykami, a nawet pomagamy wrócić do zdrowia tym, co do których rokowania onkologów były złe. Widziałem, jak te substancje pomagają, i dlatego odbyłem wiele dodatkowych szkoleń z fitoterapii, m.in. w Peru.

Więcej artykułów o tematyce onkologicznej znajdziesz w kwietniowym numerze magazynu Zwierciadło

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »