Immunoterapia – wielki przełom w onkologii

Ilustr. Aleksandra Niepsuj

Czasem trzeba gnać jak w wyścigu Formuły 1, a kiedy indziej działać wolniej, lecz strategicznie jak w grze w szachy. Rak to jedyna „inteligentna”, przebiegła choroba, obdarzona instynktem samozachowawczym. Na szczęście dowiadujemy się o niej coraz więcej i nawet nasz układ odpornościowy potrafimy pobudzić do skutecznego stawienia oporu agresorowi. O wielkim przełomie w leczeniu, który się właśnie dokonuje, opowiada prof. PIOTR WYSOCKI, onkolog kliniczny, zastępca dyrektora Zachodniopomorskiego Centrum Onkologii w Szczecinie, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej.

Ilustr. Aleksandra Niepsuj

reklama

Immunoterapia zapowiada się jako przełom w leczeniu raka.

Najbardziej liczące się naukowe pismo na świecie „Science” uznało immunoterapię za największe osiągnięcie nie tylko w medycynie, ale w całej nauce w 2013 roku. Od ponad stu lat wiadomo było, że układ odpornościowy ma istotne znaczenie u chorych na nowotwory. Wtedy to pojawiły się doniesienia, że u pacjentów z zaawansowanymi nowotworami, u których doszło do ciężkich infekcji bakteryjnych z wysoką gorączką i dreszczami, guzy mogą się same zmniejszać. Podjęto więc próby leczenia nowotworów, zakażając pacjentów zjadliwymi szczepami bakterii chorobotwórczych, chociaż w ogóle nie rozumiano mechanizmu tego zjawiska. Dzisiaj wiemy, że układ immunologiczny walczący z ciężkim zakażeniem ulega bardzo silnej aktywacji i nawet uśpione mechanizmy obrony przeciwnowotworowej mogą ulec pobudzeniu.

I dlaczego trop ten zarzucono?

Bo takie postępowanie było bardzo niebezpieczne, niesamowicie toksyczne, oznaczało ogromne, absolutnie nieakceptowalne ryzyko. W czasach, kiedy nie znano jeszcze antybiotyków, bardzo często tak „leczeni” chorzy umierali z powodu posocznicy, a tylko u nielicznych, którzy przeżyli tę terapię, dochodziło do zahamowania procesu nowotworowego. Z czasem coraz lepiej poznawano działanie układu odpornościowego i sposób, w jaki rozwijający się nowotwór oszukuje organizm i unika zniszczenia przez przeciwnowotworowe mechanizmy odpornościowe. A to właśnie te mechanizmy mają za zadanie wyszukiwanie i eliminowanie wszelkich nieprawidłowych, zmutowanych komórek pojawiających się w organizmie każdego z nas, a z których mógłby się rozwinąć nowotwór.

Robią to przebiegle.

Bardzo. Rak to jedyna „inteligentna” choroba. Trudno może mówić o faktycznym intelekcie choroby, ale ona ma niezwykły instynkt samozachowawczy, bowiem cały czas stara się uniknąć tego, co chcemy jej zrobić.

Dlaczego nauka przestała drążyć temat walki z rakiem od strony immunologii, skoro późniejsze odkrycie, czyli chemioterapia, również zatruwa cały organizm.

Temat immunologii odłożono aż do lat 80. Wtedy dopiero zaczęto produkować pierwsze leki biologiczne stymulujące układ odpornościowy, tzw. cytokiny. Były to nadal leki toksyczne, obarczone dużą ilością działań ubocznych, ale w niektórych nowotworach, takich jak rak nerki czy czerniak, dawały u pojedynczych chorych bardzo dobre rezultaty. W latach 90. próbowano stosować wiele różnych, skomplikowanych strategii immunoterapii opartych m.in. na szczepionkach, ale ciągle to wszystko gdzieś grzęzło i tak naprawdę jedyna immunoterapia, która u większości chorych dawała wyraźne rezultaty, to wlewki substancji immunostymulującej (BCG) podawane u chorych na powierzchowne raki pęcherza moczowego.

Kiedy nastąpił przełom?

Jakieś pięć, sześć lat temu, kiedy ostatecznie zrozumiano, w jaki sposób należy aktywować uśpiony układ odpornościowy. Wiadomo było od dawna, że układ ten u chorych na nowotwory funkcjonował jak samochód z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Wcześniej, stosując cytokiny, próbowano jakby na siłę, agresywnie taki samochód popychać do przodu. Kilka lat temu postanowiono po prostu ten hamulec ręczny zdemontować. Hamulec jest naturalnym zjawiskiem zapobiegającym nadmiernej aktywacji układu odpornościowego. Bez niego, gdyby komórka układu immunologicznego napotkała wirusa, bakterię czy inny patogen, zaczęłaby się dzielić nieprzerwanie i po pewnym czasie cały organizm składałby się tylko z potomnych komórek, tak dzieje się np. w białaczkach. Dlatego natura wyposażyła układ immunologiczny w samoograniczające mechanizmy hamujące, określane jako punkty kontroli układu immunologicznego. Zastosowanie leków wyłączających te hamulce immunologiczne pobudza uśpione przez nowotwór komórki odpornościowe, które wreszcie zaczynają go rozpoznawać i z nim walczyć.

Więcej artykułów o tematyce onkologicznej znajdziesz w kwietniowym numerze magazynu Zwierciadło

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »