7 nawyków szczęśliwego dziecka

fot.123rf

Czy malucha można nauczyć odpowiedzialności, dobrej organizacji czasu albo przedkładania obowiązków nad zabawę? Książka „7 nawyków szczęśliwego dziecka” udowadnia, że tak. Jej autor, Sean Covey, twierdzi, że najtrudniej przyswoić te zasady samym rodzicom.
Jest pan ojcem ósemki dzieci. Jak wygląda organizacja życia w tak dużej rodzinie?

reklama

Mamy zasadę, że raz w tygodniu organizujemy rodzinną nasiadówkę, podczas której planujemy wydarzenia na cały tydzień. Ustalamy wspólne rodzinne cele, decydujemy, czy trzeba „przegadać” problem, który akurat się pojawił, a może porozmawiać o tym, że jako rodzina mamy gorszy czas. Omawiamy wszystkie sprawy, wyjaśniamy nieporozumienia. Pilnujemy także drobnych, ale ważnych i przyjemnych rytuałów, jak ten, żeby wspólnie zjeść obiad. Wtedy wyłączamy telefony. Wspieramy się także w czasie ważnych wydarzeń, na przykład kibicujemy sobie nawzajem w zawodach sportowych. No i staramy się żyć zgodnie z zasadą siedmiu nawyków.

Ten koncept pochodzi ze słynnej książki pana ojca, Stephena Coveya „Siedem nawyków skutecznego działania”. Jak wpadł pan na pomysł, by napisać „Siedem nawyków szczęśliwego dziecka”?

Pewnego dnia przyszedł do mnie syn i powiedział, żebym coś zrobił, bo on się nudzi. Stwierdziłem, że to nie moja wina, że się nudzi, i że powinien sam sobie z tym poradzić. Potem moje drugie dziecko wpadło na pomysł wyjazdu wakacyjnego, więc wspólnie policzyliśmy, ile potrzebuje pieniędzy, jak może je zarobić i zaoszczędzić na ten wyjazd. Nagle zobaczyłem, że koncepcję siedmiu nawyków, stworzoną pierwotnie przez mojego ojca dla ludzi pragnących odnieść sukces, można przystosować dla studentów, uczniów, a nawet maluchów. Wyłożyć prostym językiem, dostosowanym do sytuacji. W książeczce siedem nawyków symbolizują zwierzęta z Krainy Siedmiu Dębów, inspiracją do nich były moje dzieci. Niektóre są kompilacją ich cech i zachowań, inne reprezentują je w skali 1:1.

Siedem nawyków szczęśliwego dziecka, o których mówimy, to: bądź kowalem swojego losu, opracuj plan, najpierw najważniejsze, przyjmij strategię wygrany-wygrany, postaw na synergię, najpierw zrozum, a potem działaj, wreszcie równowaga, czyli ostrzenie piły.

Te nawyki oparte są na zasadach prawa naturalnego, czyli czymś pierwotnym i uniwersalnym, ale można je dopasować już do pięciolatka, jeśli widzimy, że nas rozumie. Podczas naszych cotygodniowych spotkań rodzinnych omawiamy różne bieżące sytuacje i patrzymy, czy można do nich dopasować siedem nawyków. Modeluję te zasady zależnie od wieku i sytuacji. Ale tak naprawdę to, co zostaje na koniec, to dbanie o równowagę między ciałem, sercem a umysłem. Możesz wprowadzać zasady, oczekiwać odpowiedniego postępowania, ale to działa, dopóki to, co mówisz, jest spójne z tym, kim jesteś.

Który z siedmiu nawyków najtrudniej wytłumaczyć dziecku? Dla mnie schody zaczynają się przy: najpierw zrozum, a potem działaj.

Z mojego doświadczenia wynika, że najtrudniejszy do wdrożenia jest nawyk: najpierw najważniejsze (first things first). Wbrew pozorom trudno jest przekonać dzieci do sensowności takich prostych zasad, że najpierw praca, a potem zabawa, najpierw odpoczynek, gdy jesteś zmęczony, a potem rozrywka. Życie jest tak atrakcyjne, tak mocno nas wzywa, że niełatwo odmówić sobie działania już, teraz. Spędzamy mnóstwo czasu, robiąc rzeczy, które nie mają znaczenia, ale z jakiegoś powodu są dla nas interesujące. Dlatego takie skomplikowane zasady czy nawyki wdrażamy zawsze poprzez własny przykład. Pilnujemy z żoną, żeby znaleźć czas tylko dla siebie, staramy się też, by spędzać wyjątkowe chwile z każdym z naszych dzieci, co wymaga energii i obecności. Trzeba po prostu powiedzieć sobie, że dzieci i partnerkę stawiamy zawsze przed pracą i innymi osobami, że oni są najważniejsi.

Czego nauczyły pana dzieci?

Na przykład tego, że warto wrócić do jazdy na nartach – zapomniałem, jakie to wyczerpujące! A na poważnie, nauczyły mnie cierpliwości. Także tego, jak doceniać różnice, jak ważne i dobre jest to, że ktoś jest inny niż my. Ja gram w futbol, one w koszykówkę. Nigdy nie lubiłem zwierząt, a dziś w domu mamy prawdziwy zwierzyniec, w tym psa, kota, konie i ptaki. Córki uczą mnie, jak się zdrowo odżywiać i praktykować jogę. Jeśli się otworzymy, dzieci rozszerzą nasze postrzeganie świata.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »