Tata daje radę

Gdzie jest miejsce ojca? W domu, w pracy, na sali porodowej? Na pewno blisko, nawet bardzo blisko dziecka.
Będziemy mieli dziecko! – radość, duma czy strach? Które z tych uczuć jest bliższe mężczyźnie dowiadującemu się, że zostanie ojcem? Radość, bo zawsze marzył o potomku.

reklama

Duma – sprawdził się, udowodnił, że jest mężczyzną, teraz będzie miał dla kogo być wzorem. Strach, czy podoła finansowo. Teraz będą potrzebowali opiekunki, zabawek, ubranek, dobrej szkoły…

Urszula Sajewicz-Radtke, psycholożka i pedagog rodzinny z SWPS-u, potwierdza, że rodzice odmiennie przeżywają okres oczekiwania na dziecko. – Mężczyźni częściej myślą o zapewnieniu jak najlepszych warunków bytowych potomkowi i partnerce. Kobiety zaś skupiają się na kwestiach związanych ze zdrowiem oraz prawidłowym przebiegiem ciąży. Ostatnio słyszy się stwierdzenie: „jesteśmy w ciąży”, ale nie zapominajmy, że choć faktycznie matka i ojciec wspólnie spodziewają się dziecka, to jednak zupełnie inaczej przeżywają ten proces – zaznacza. Choć niektóre badania zdają się temu przeczyć.

Mama w ciąży, tata… rodzi

Mdłości, bezsenność, zmiany nastrojów, zwiększony apetyt. To typowe objawy ciąży odczuwane… przez niektórych mężczyzn. Na portalu www.wstroneojca.pl czytamy, że dr Arthur Brennan z St. George’s University przebadał ponad 280 przyszłych ojców w wieku od 19 do 55 lat i zauważył, że – podobnie jak ich partnerkom – zdarzało się im mieć poranne nudności czy huśtawkę nastrojów, a nawet poporodową depresję.

Ten zespół objawów, który podobno może dotykać nawet 2 na 3 mężczyzn oczekujących dziecka, nazwano syndromem Kuwady. Nazwa odnosi się do rytuału męskiego porodu, kiedyś dość powszechnego zwłaszcza wśród prymitywnych plemion Afryki. Symbolizował publiczne uznanie dziecka przez ojca. „Mężczyzna, którego partnerka spodziewała się dziecka, wycofywał się z życia plemienia, jak tylko dowiadywał się, że będzie ojcem” – pisze autorka tekstu, Magdalena Szot. „Szył sobie specjalne ubranie, a przez okres ciąży symulował dolegliwości charakterystyczne dla oczekujących dziecka kobiet. (…) W czasie porodu kobieta oddalała się w zaciszne miejsce, a mężczyzna na swoim posłaniu jęczał, krzyczał, wił się z bólu w asyście otaczającej go rodziny. Po chwili przynoszono świeżo upieczonemu ojcu niemowlę, które przystawiał sobie do piersi, symulując karmienie. Potem odbierał podarunki i gratulacje w związku z narodzinami”.

Psychologowie twierdzą, że współczesne przeżywanie Kuwady pojawiło się w wyniku mody na partnerskie porody. Przecież właśnie uczestniczenia w ciąży, a nawet jej stymulowania, są uczeni mężczyźni w szkołach rodzenia.

Urszula Sajewicz-Radtke uważa, że to zjawisko warte refleksji. – Sytuacja, w której ojciec jest świadkiem porodu, jeszcze kilkanaście lat temu była nie do pomyślenia – przypomina. – Włączenie go w tak specyficzny i niezwykle intymny obszar kobiecości może nieść ze sobą pewne ryzyko. Współcześni mężczyźni nie zawsze potrafią się w takiej sytuacji odnaleźć. Wszak nie taka jest ich rola. Należy uszanować to, że chcą wspierać swoją partnerkę w inny sposób niż uczestnicząc w porodzie.

Niektórzy ojcowie wspominają wspólny poród jako niesamowite, magiczne doznanie. Innych przeraża biologiczny realizm, jak chociażby widok krwi, i nie są w stanie go wytrzymać. Dlatego ważne jest, by kwestia tego, czy mężczyzna wchodzi na salę porodową czy zostaje za jej drzwiami, była wspólną i dojrzałą decyzją obojga rodziców. Przyszły ojciec może nie być po prostu gotowy na takie przeżycie.

– Historycznie patrząc, dziećmi zawsze najpierw zajmowała się matka, po czym przechodziły one pod opiekę ojca. W słowiańszczyźnie takim momentem przejścia były postrzyżyny. Wtedy to ojciec stawał się głównym opiekunem dziecka, wprowadzając je w dorosłość – tłumaczy Sajewicz-Radtke.

– Kiedyś rola ojca uwypuklała się szczególnie mocno około trzeciego roku życia dziecka. Większe zaangażowanie taty w zabawy i spędzanie z nim czasu pozwalało maluchowi bezpiecznie odseparować się od matki, a także wykształcić takie cechy jak samodzielność, odwaga czy wiara we własne siły – kontynuuje psycholożka.

Dzisiaj, kiedy każdy mężczyzna może wziąć tzw. urlop tacierzyński i nierzadko zostaje w domu, bo żona ma na przykład lepiej płatną pracę – podział ról nie jest już wcale taki oczywisty.

Problem z definicją

„Wszyscy oczekują, że będziesz twardy, zapewnisz byt rodzinie, nie będziesz się mazgaił. A do tego, będziesz empatycznym kochankiem i czułym ojcem. Takim Jamesem Bondem, który potrafi każdemu przyłożyć, ale który jednocześnie jest obdarzony psychologiczną wiedzą Wojciecha Eichelbergera i humorem Monty Pythona. Powinieneś być bezlitosnym dla przeciwników biznesowych, a w domu rozlazłym kapciem, gotowym do zabawy z maluszkiem, zmywania garów i robienia zakupów. Jasne, istnieje podział ról, ale będziesz miał problem. Matka to matka, i już. Ale sam musisz wymyślić, jak być ojcem”. Ten fragment z książki Leszka Talki „Pomocy, jestem tatą!” (Nasza Księgarnia 2008) to skrócony opis stanu umysłu współczesnego ojca. Musi i chce zmierzyć się z nową rolą, ale niema pojęcia, jak to właściwie zrobić. Najprościej wyjść od obrazu własnego ojca i albo go powielić albo powiedzieć sobie: „Nie, taki nigdy nie będę”. Łatwe? Pozornie. To ogólny zarys, często trudny do wprowadzenia w życie. A świat naszych rodziców rządził się zupełnie innymi prawami niż dzisiaj.

– Co drugi ankietowany przez nas mężczyzna uważa, że dzisiaj trudniej jest być ojcem niż pokolenie, dwa temu – potwierdza Dariusz Cupiał, teolog, pomysłodawca i koordynator programu Inicjatywa Tato.Net.

– Dzieje się tak z kilku przyczyn. Wcześniej rola ojca była jednoznacznie zdefiniowana, np. za Grabskiego w Polsce mężczyzna miał być wzorem i utrzymywać rodzinę. Dzisiaj tamte standardy nie są jednoznaczne. To może być frustrujące. Ojcom trudno jest pogodzić obowiązki zawodowe z domowymi, oczekuje się od nich coraz więcej.

Problem w tym, że bez zdefiniowania zadań mężczyzna nie zdoła ich wypełnić. Może próbować spełniać rozmaite oczekiwania. Do tego często ma wrażenie, że wcale nie jest już rodzinie potrzebny. Dariusz Cupiał mówi nawet o kryzysie ojcostwa w życiu publicznym.

– Są kobiety, które mówią: „chcę dziecka, ale nie potrzebuję partnera”. Taka postawa wyklucza instytucję ojcostwa. W szkole na wywiadówce nauczycielka zwraca się do rodziców: „drogie mamy”. W mediach PR ojcowski jest sukcesywnie niszczony przez skądinąd bardzo potrzebne reklamy przeciwko przemocy – twierdzi.

Tymczasem „New Scientist” donosi, że rola ojca w wychowaniu dziecka jest niezastąpiona. Dorastające bez niego dziewczęta szybciej dojrzewają płciowo i częściej zachodzą jako nastolatki w ciążę. Chłopcy wychowywani przez samotną matkę mają niższe poczucie własnej wartości, a także problemy z wchodzeniem w intymne relacje. Jak wynika z pracy naukowców z kanadyjskiego Uniwersytetu McGill, w mózgach potomstwa wychowanego bez ojca dochodzi do zaburzeń biochemicznych. Zdaniem Ruth Feldman z Bar-Ilan Univeristy w Ramat-Gan, mężczyźni są wręcz „biologicznie zaprogramowani” do tego, by brać udział w wychowywaniu dzieci.

Dariusz Cupiał nie ma co do tego wątpliwości: – Dzieci potrzebują ojca. Najlepiej, gdyby był to ojciec biologiczny. W sytuacjach, w których z różnych powodów go zabraknie, ważne jest, by zastąpili go inni mężczyźni z otoczenia dziecka: wujek, dziadek, nauczyciel albo ojczym. W Tato. Net bierzemy udział także w inicjatywach popierających tworzenie rodzin zastępczych, powstał nawet specjalny serwis na stronie www.tato.net.

Tata na warsztatach

– Staramy się unikać określenia „być dobrym ojcem”, „supertatą”, mówimy raczej „być efektywnym ojcem”, ojcem niegodzącym się na nieobecność, spełniającym się w aktywności. Wyróżniłbym dwa wyznaczniki efektywnego ojca: poświęca swojemu dziecku dużo czasu i uwagi oraz aktywnie słucha bez oceniania, bez wyroków i wydawania pochopnych opinii – wylicza Dariusz Cupiał. Prowadzona przez niego Inicjatywa Tato. Net organizuje badania, konferencje i warsztaty dla ojców.

Pomysł na jedne z nich – „Przygody taty i syna”, wziął się z przekonania, że nawet najlepsza na świecie mama nie pomoże chłopcu w byciu mężczyzną. Dlatego dwóch mężczyzn (starszy i młodszy) jedzie na spływ kajakowy, górską wspinaczkę czy naukę konnej jazdy, by na łonie natury podjąć nie tylko wysiłek fizyczny, ale i ten duchowy, polegający na przełamaniu barier, próbie zbliżenia się do siebie, zasmakowania „męskiego świata”.

Warsztaty „Tato & córka” odbywają się w trochę innej scenerii: czasem restauracji, czasem pałacyku. Zostały stworzone z myślą o ojcach, którzy wycofują się z życia swoich córek, kiedy te dorastają, nie potrafiąc zmierzyć się z tym, że mają teraz w domu kobietę. Podczas spotkania mogą porozmawiać o tym, co zmienia dorastanie, jakie problemy z nim związane pojawiają się zarówno w głowie ojca, jak i córki. Odbudowują swoje relacje.

Są też zajęcia dla par i dla samych ojców, podczas których, w męskim kręgu sobie podobnych, mogą wymienić się doświadczeniami i refleksjami, a także usłyszeć, że doskonale dają sobie radę.

– Mamy do czynienia ze wzrastającym zainteresowaniem ze strony mężczyzn wymianą swoich doświadczeń jako ojców. Poszukiwaniem sieci, wsparcia – mówi Dariusz Cupiał. – Cierpią na brak komunikatów zwrotnych, w czym się sprawdzają jako ojcowie, a w czym nie. Chcą poczuć się docenieni.

Są publicznie chwaleni za wykształcenie, swoją pracę zawodową, ale nie za to, że są ojcami. A ta być może jest ich najważniejszą życiową misją.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »