Co zrobić, gdy chipsy i słodycze stają się sposobem na dziecięcy stres?

fot.123rf

Jak pomóc dziecku, które wyrobiło sobie nawyk podjadania w trudnych chwilach? Problem Czytelniczki komentuje ekspertka magazynu SENS Ewa Nowak.
Nasz Franek ma siedem lat, 127 cm i waży 31 kg. Oboje z mężem jesteśmy wysocy i postawni. W naszym domu jedzenie nigdy nie było problemem, tak mi się wydawało. W zeszłym tygodniu zostaliśmy zaproszeni do psychologa (Franek chodzi do szkoły prywatnej). Psycholog pokazał nam filmik, na którym nasz syn, gdy podczas zabawy nie trafił do skrzyni, stanął z boku i zjadł całe opakowanie czipsów, a folię wylizał. Usłyszeliśmy, że Franek pociesza się jedzeniem i jest na prostej drodze do otyłości. Bardzo nas to zabolało, ale po zastanowieniu uświadomiliśmy sobie, że rzeczywiście Franek biega do szuflady ze słodyczami, nawet gdy odmówi mu się jakiegoś głupstwa, gdy przestraszy go film albo coś mu nie wyjdzie tak, jak chciał. Wczoraj dowiedziałam się, że ten psycholog przestał pracować w szkole Franka. Nie wiemy, do kogo mam się teraz zwrócić. Kochamy synka do szaleństwa. Staramy się, żeby miał dobre, szczęśliwe dzieciństwo, ale sama jako dziecko byłam otyła i wiem, jakie to jest straszne. Co mamy robić?

reklama

W naszych czasach dominuje filozofia unikania stresu. Tymczasem nie da się go całkowicie wyeliminować. Stres towarzyszy nam nieustannie i każdy, nawet noworodek, musi znaleźć sposoby na jego rozładowanie. Dorastanie i zdobywanie wiedzy o życiu zawiera w sobie właśnie ten ważny element osobowości: Jak radzisz sobie z rozładowaniem stresu, jakie metody stosujesz? Każdy człowiek utrwala w sobie jakąś metodę. Praca, wysiłek fizyczny, używki, relaksacja, rozwijanie pasji czy kompulsywne objadanie się to nic innego, jak sposoby radzenia sobie ze stresem. Z opisu zachowania Franka wynika, że psycholog trafnie zdiagnozował problem. Chłopcu trzeba pomóc w uwolnieniu się od destrukcyjnej, wyuczonej reakcji.

Warto jak najwięcej rozmawiać z Frankiem o wszystkich emocjach. Mówcie też o własnych stresach, napięciach i porażkach. Obsesyjna potrzeba udawania przed dziećmi, że my, rodzice, jesteśmy ludźmi absolutnego sukcesu, nie wychodzi im na dobre i jest dla nich ogromnym obciążeniem. Lepiej pokazać Frankowi, że Wam też wiele rzeczy nie idzie jak z płatka i przeżywacie rozczarowania, ale jakoś sobie z nimi radzicie.

Żelazna zasada dla każdego, kto chce pozbyć się nałogów ze swojego życia: nie trzymaj „wroga” w domu. W przypadku Franka szuflada musi zniknąć. Tylko w żadnym razie proszę nie komunikować synkowi: „Masz problem, więc musimy wyrzucić z domu słodycze”. Chłopiec poczuje się kompletnie wytrącony z równowagi. Po prostu od dziś nie kupujcie niczego niezdrowego. Niech szuflada powoli zacznie świecić pustkami. To podobnie jak z odzwyczajaniem od telewizji. Czymś innym jest zabronić dziecku oglądania, a czymś innym, gdy telewizor się „zepsuje”.

Każda próba trwałej zmiany zachowania musi zawierać element porażki. Z Frankiem zapewne też tak będzie. Gdy już będziecie myśleli, że nie pociesza się jedzeniem, on znów to zrobi. Dzieje się tak, bo w momentach silnego stresu nasza emocjonalność ulega regresowi i sięgamy po stare zachowania. Frankowi jeszcze długo będzie się zdarzało sięgać po czipsy w chwilach stresu. Potraktujcie to ze stoickim spokojem. Nie uczcie dziecka, że jedno odstępstwo to dramat i powód do zaprzestania dalszych starań. Wytłumaczcie synowi, że z rzucaniem się na jedzenie jest jak z jazdą samochodem nad morze – plan był taki, że dojedziemy w sześć godzin, ale staliśmy w korku, który tę przyjemność trochę odroczył. Nie było to fajne, ale minęło. Teraz wracamy do normalnej prędkości i jedziemy dalej.

Zobacz Gdy dziecko „zajada” emocje

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »