Dzieci twojego partnera

fot.123rf

Co radzą macochy z doświadczeniem?
Magda, macocha 12-latka:

Mój pasierb długo w ogóle się do mnie nie odzywał. Gdy coś mówił, to tylko do taty, ja byłam powietrzem. Pięć lat temu miałam już dość, więc wyjechaliśmy razem z trzema innymi rodzinami z dziećmi w góry na święta. W grupie wszystko było całkiem inaczej. Ułożyło się od razu. Lubimy się. Dlatego radzę: zadbaj o kontakty w dużej grupie, najlepiej na wyjeździe.

Ada, macocha 10-latki:

Na początku było źle. Ja ją obsługiwałam, usługiwałam jej, robiłam, co tylko chciała. Któregoś roku byłyśmy akurat same i zalało nam mieszkanie. Woda po kostki, sąsiadów z góry nie ma. Musiałyśmy we dwie to wszystko opanować. Wtedy zobaczyłam w niej fajnego człowieka. Powiedziała, że cieszy się, że jej pozwoliłam to zrobić. Jej mama by jej nie pozwoliła, bo uważa, że ona nic nie umie. Teraz lubię sama się z nią spotkać. Radzę więc: niech jego dziecko pomaga, niech sprząta z tobą piwnicę, niech obiera ziemniaki, niech nie będzie książątkiem.

Katarzyna, macocha 9-latki:

To był koszmar. Nienawidziłam świąt. Stawaliśmy na głowie, żeby ona dostała coś ekstra, a wszystko było głupie i nie takie, jak by chciała. Trzy lata temu zapomniałam zabrać z pracy prezenty. Godzinę przed Wigilią kupiłam wszystkim drewniany grzebień w kiosku pod domem. Na każdym napisałam coś miłego. To był pierwszy prezent, z którego się ucieszyła. Do dziś go używa. Moja rada: żadnej nadgorliwości z prezentami. Nadgorliwość jest toksyczna.