„Bajki na telefon” Gianni Rodari – recenzja

Wydawnictwo Bona

To jest idealna książka dla rodziców, którzy ciężko podróżują, a chcą czasem przeczytać przez telefon bajkę swoim dzieciom.
Idei krótkich, kilkuminutowych bajek nie powinno się pochwalać w świecie, gdzie coraz większą popularność zyskuje ruch slow. Całym sercem jestem za rozwijaniem spokojnego trybu życia, za tym, by każdy rodzic mógł codziennie osobiście położyć swoje dziecko spać, a przedtem czytał mu przez godzinę. Ale ani ja, ani moi przyjaciele nie byli tak wychowywani. Bo rodzice są zwykle zbyt na to zmęczeni albo pracują wtedy, kiedy 3-latek powinien iść spać.

Dlatego urzekła mnie książka Gianni Rodari, wydana przez wydawnictwo Bona. W tym pokaźnym tomiku znajdziemy krótkie bajki, idealne do przeczytania przed snem dziecku, także gdy jesteśmy daleko i tylko przez telefon możemy coś miłego naszym pociechom do snu opowiedzieć. Każda z bajek mieści się na jednej, dwóch lub trzech stronach maksymalnie, zatem idealnie na niedługie czytanie. I każda z bajek jest wyjątkowa. Mamy tu i chłopca, który był tak roztargniony, że gubił części ciała; i starą ciotkę Adę, do której zamiast dzieci przylatywały ptaki; i strzelbę, która zamiast strzelać, wydawała dźwięki; i rozrzutnego króla Midasa. Każda z nich zaskakuje historią, pomysłem, puentą, dlatego zamiast zabierać się za kolejną, możemy porozmawiać z naszym milusińskim o tym, co się właściwie w tym opowiadaniu wydarzyło.

W sumie tych cudownych, dziwnych a często i trochę strasznych bajek jest kilkadziesiąt. To doskonała wiadomość, bo trochę czasu minie, zanim nasze dziecko zapragnie, byśmy ponownie przeczytali mu książeczkę od początku. Radzę jednak najpierw przeczytać samemu rzeczone bajki, bo może niektóre z nich (tak, jak ta o gubiącym części ciała chłopcu) wydadzą się troszkę straszne. Ja czytam „Bajki na telefon” już drugi raz i jestem zachwycona!