„Czarne życie” Amandy Eriksson – recenzja

mat. prasowe

To już kolejna historia szwedzkiej autorki, którą mogą przeczytać polskie dzieci i ich rodzice. Niestety, tym razem pełno będzie w niej smutków i prawdziwych emocji, z którymi czasem ciężko nam sobie poradzić.

mat. prasowe

To filozoficzna opowieść dla najmłodszych, która pozwoli im się oswoić ze śmiercią bliskich im osób. Zapraszam do lektury.

Cała rodzina spotyka się na pogrzebie kuzynki babci-Astrid. Wszyscy w kościele mają na sobie ciemne ubrania. Właśnie takie się zakłada, gdy chce się okazać smutek. Główną bohaterką jest mała dziewczynka, która wszystko dokładnie obserwuje podczas uroczystości. W końcu w kościele jest wiele interesujących rzeczy: papierowe chusteczki, świeczki, trumna z kwiatami, pani pastor. Można posłuchać szurania butami, pociągania nosem i kaszlu czy czy dźwięku kolczyków babci. Po pogrzebie wszyscy są pogodni, rozmawiają, a babcia nawet kilka razy się śmieje.

Po przyjęciu nasza bohaterka wraca z babcią do jej domu, gdzie czeka dziadek, który nie lubi pogrzebów. Dziewczynka jest bardzo szczęśliwa, że mogła zobaczyć swoich kuzynów i opowiada o tym dziadkowi. Ten rewanżuje się opowieścią o martwej myszy, którą znalazł w piwnicy. Razem z wnuczką robią jej pogrzeb. Pogrzeb myszce? Tak, dokładnie tak. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak cała ceremonia przebiegała i dlaczego nasza mała bohaterka będzie chciała kiedyś zostać dzikim koniem w Mongolii, zajrzyjcie do tej książki.

„Czarne życie”, to piękna, choć chwilami smutna opowieść o przemijaniu, śmierci i nowym życiu. Tak naprawdę nic nigdy się nie kończy. Niektórzy wierzą, że kiedy się umiera, to idzie się do raju. Inni wierzą, że się po prostu znika. A jeszcze inni, że myśli i marzenia człowieka rodzą się na nowo w innym człowieku lub zwierzęciu. Czasem tak właśnie się dzieje, ktoś się rodzi, a ktoś umiera.

Amanda Eriksson, „Czarne życie”, wydawnictwo EneDueRabe

Więcej recenzji książkowych dla dzieci znajdziecie TUTAJ