Magiczny świat Jimmy’ego Liao: „Dźwięki kolorów” i „Księżyc zapomniał”

"Dźwięki kolorów"
mat. prasowe

Leżą przede mną dwie niezwykłe książki, od których nie mogę oderwać oczu. Obie autorstwa prawdziwego magika wyobraźni, Jimmy’ego Liao.
Jimmy Liao to ilustrator i autor w jednej osobie, ale obdarzony wyobraźnią, którą pewnie można by obdzielić połowę Warszawy. Discovery Channel umieściło go wśród sześciu czołowych twórców współczesnej kultury na Tajwanie. Swego czasu rzucił reklamę i postanowił zajmować się literaturą dla dzieci – i chwała mu za to. Od 2000 roku Liao wydał 30 tytułów, wszystkie przetłumaczone na europejskie ale też azjatyckie języki. Jego książki trafiły już do 3 milionów dzieci na świecie. Mam nadzieję, że i polskie odkryją go jeszcze w tym roku, bo świat wyobraźni i kolorów Jimmy’ego Liao zachwyca i rozkłada na łopatki każdego dorosłego, który styka się z jego bajkami.

Księżyc zapomniał
mat. prasowe

Do rzeczy. Najpierw „Księżyc zapomniał”. Przy tej lekturze potrzebne będą chusteczki, zresztą przy kolejnej też. To opowieść o pewnym chłopcu, który znajduje na łące mały księżyc. Okazuje się, że spadł on z nieba i chyba w wyniku upadku, utracił pamięć. Księżyc nie wie skąd jest ani co zwykle robi – jako Księżyc oczywiście. Na szczęście trafia w ręce troskliwego chłopca. Ten pielęgnuje go i bawi się z nim. Jednak przychodzi moment, gdy brak Księżyca na niebie zaczyna ludziom doskwierać. Pory roku szaleją, morze nie przypływa i nie odpływa, ludzie robią się nerwowi i nagle umierają. Uratować świat może tylko chłopiec. Jak to robi i z jakim skutkiem – przeczytajcie sami. To wzruszająca opowieść o końcu świata, który na szczęście nie nastąpił, ale też o pięknej przyjaźni i poświęceniu.

"Dźwięki kolorów"
mat. prasowe

W „Dźwiękach kolorów” z kolei, Jimmy Liao także prezentuje nam wzruszającą historię – o niewidomej dziewczynce, która codziennie sama wsiada do wagonu metra. Zarówno przy zejściu w dół, jak i wyjściu w górę, czeka na nią masa niespodzianek. Bo świat, którego nie widzi, wyobraża sobie jako coraz bardziej niezwykłą wersję rzeczywistości z „Tysiąca i jednej baśni”. Tunel metra zdaje się kryć wszelkie dziwy i dziwności, o jakich nam, szarych śmiertelnikach, w ogóle się nie śniło. Słychać tu dziwne szepty, szelesty, za rogiem może kryć się czarownica albo wielki jaszczur. Na zewnątrz też jest ciekawie, choć mniej bezpiecznie od znanych korytarzy. Na zewnątrz zawsze coś czyha: deszcz, potknięcie, zawrót głowy. Ale codziennie, mimo trudów podróży, dziewczynka pokonuje schody i wchodzi do metra – nie byłoby to możliwe, gdyby nie jej ogromna wyobraźnia i wiara w szczęśliwe zakończenie. Gorąco polecam, zwłaszcza tym, którzy na widok osoby niewidomej w autobusie uciekają na drugi jego koniec, byle tylko nie pomóc jej przy wysiadaniu.