Kiedy lęk o dziecko przekracza granice rozsądku, tłumaczy Małgorzata Ohme

fot.123rf

„Jak się nie przewróci, to się nie nauczy” – mawiały babki. „Bzdura, jestem matką – muszę chronić moje dziecko!” – odpowiadają im współczesne matki. Gdzie jest granica między dbaniem o dobro malucha a nadopiekuńczością?
Uważaj, nie biegaj”, „Ona jest taka biedna”, „Koleżanka się z niej śmieje” – to tylko drobiazgi, które wydają się bardzo naturalne w ustach matki. Chronimy nasze dzieci. Całym sercem, wszystkimi siłami. Czuwamy nad nimi każdym zmysłem, atomem ciała. Gorączkowo wertując w myślach pamiętnik pełen osobistych emocji, upadków i wspomnień. Bo przecież po co dziecko ma powtarzać nasze potknięcia? Najlepiej uczyć się na błędach… cudzych. Tylko że nie można przeżyć za kogoś życia, a ono nie składa się tylko z różowej waty cukrowej.

reklama

Mama wie, co dobre dla dziecka. Prawda?

„Jestem twoją mamą i dbam o ciebie. Wiem, co jest dla ciebie dobre” – zgadza się, nikt nie zna dziecka lepiej niż jego rodzice i nikt inny tak nie ochroni go przed złem. Jednak cała sztuka polega na tym, aby nie dać się wciągnąć w szaleństwo, obsesyjną ochronę dziecka. Widzieć, lecz towarzyszyć. Chronić, nie trzymać pod kloszem.

Odkąd się narodziło, roztaczasz nad nim niewidzialne zaklęcie. Gdy uczy się siadać i chodzić – pilnujesz, gdy jest starsze – uczysz świata, pokazujesz, prowadzisz. Potem twoja moc nieco słabnie, bo dziecko coraz częściej i dalej wychodzi poza pole matczynej protekcji. Pierwsze zawody i upadające przyjaźnie w przedszkolu, małe wojny o pozycję w szkole, w końcu wielkie awantury i złamane serce w liceum. I tak wiele razy chciałabyś temu zapobiec. Ale nie możesz. Bo jeśli nie chcesz uwiązać swojego dziecka, musisz pozwolić mu pofrunąć – czasem tam, gdzie wieje silniejszy wiatr. Ale zawsze możesz (a nawet powinnaś) być – gdy zawoła po pomoc.

To chyba najbardziej naturalny sposób ochrony. Budowanie więzi, takiej relacji, w której nie musisz wciskać swoich rad jak nieznośny akwizytor. Bliskość i szczerość w domu jest najlepszą ochroną. Nie straszy, nie oddala, nie ogranicza. Buduje mądrze i na lata. Ale to najtrudniejsza dla rodzica droga. Przecież dobrze wiesz, co będzie dalej – tyle razy to przeżyłaś. I właściwie masz wytrzymać, stać obok i się przyglądać, patrzeć na smutek i rozczarowanie swojego dziecka – pęka ci serce przy każdej łzie spadającej na poduszkę.

Bardzo trudno być rodzicami. A jeszcze trudniej być rodzicami takimi, jakimi byśmy chcieli. Nieraz zawiedziemy, nie damy rady, nie wytrzymamy. Ale najważniejsze to próbować z całych sił.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »