Mama idzie na randkę

fot.123rf

Przy wielu problemach, jakie stoją przed samotną matką w Polsce, jest jeszcze ten jeden, wcale nie bagatelny: jak bez wyrzutów sumienia i z przyjemnością zjeść kolację z mężczyzną?
Pójść na randkę, o tak! Wyrwać się z domu na kolację, może miłość, na pewno czerwone wino i owoce morza! Zamienić dres na małą czarną, założyć szpilki, odkurzyć bieliznę, włosy spróbować wywinąć jak w „Dzień Dobry TVN” i mieć swój wymarzony wieczór. A co! Matce też należy się randka.

reklama

100 pytań do…

– Gdzie idziesz? – słyszę czujne pytanie Klary na wieść o tym, że wychodzę. – Na kolację (już wiem, że nie może paść słowo „randka”). – Z kim? – czuję, jak przewierca mnie niczym świder wzrok czujnego dziecka. – Z kolegą – odpowiadam, podając zgodnie z prawdą dane. – Znam go? – drąży małolata. – Nie, nie znasz. – Fajny? – Tak. – Lubisz go? – Tak. – Bardzo…? I tak dalej. Już wiem, że nie będzie prosto.

Na to wpada syn (12-latek). – Wychodzisz wieczorem? – Tak. – Po co? – Bo idę na kolację. – Oezu, a nie możesz kiedy indziej? – Dlaczego? – Musimy pouczyć się przyrody. – Musimy czy ty musisz? – Ale jesteś samolub.

Brawo. Mam też akceptację syna.

W wyrzutach sumienia, które sankcjonuje dezaprobata dzieci, wychodzę. Trzy razy zadane pytanie kontrolne „Kiedy wrócisz?”. (Zawsze podaję za wczesną godzinę, zapominając, że dzieci są dosłowne). Zamykam drzwi. Uff. Jadąc, odpowiadam na SMS-y, co niby mają robić w piątkowy wieczór, gdzie jest koń ze stajni Klary, czy mogą zamówić pizzę, bo babcia nie potrafi gotować i że Jurek to głupek, a Klara debilka. Wdech, wydech. Wdech, wydech. Wchodzę.

Scenariusz randki

Odważny czeka z nadzieją w oczach, myśląc, że to będzie wymarzony wieczór z kobietą, która matkę zostawiła w domu i dziś jest tylko dla niego. Zwykle odpisuje na SMS-y z godzinnym opóźnieniem, bo zawsze ma coś do zrobienia, a jak już udaje się z nią porozmawiać, to w tle słychać krzyki kłócącego się rodzeństwa. Ale jest miło. Jest jakaś ryba z grilla, sałatka z rukolą i świeczka. Naprawdę niewiele więcej mi potrzeba. No może czerwonego wina, ale przecież MUSZĘ wrócić. Po 22.00 zerkam na telefon: 12 nieodebranych połączeń od syna, 6 SMS-ów od córki („Dlaczego nie odbierasz?”, „Jurek mnie bije” i „Babcia zwariowała”). Przepraszam Odważnego i wychodzę zadzwonić.

– Mamo, co tam się dzieje? – pytam i słyszę tylko jęknięcie i komunikat „Ja idę spać, mam dość”. Czas wracać. Odważny czyta mój wyraz twarzy bezbłędnie, bierze rachunek i odprowadza do auta. Próbuję zażartować, ale wychodzi jakiś gniot. – Zadzwonię – rzucam na koniec i naciskam gaz. Jadę do domu, łamiąc wszystkie przepisy.

Zobacz Żelazne zasady randkowania!

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »