Moja córka chce mieszkać z tatą

fot.123rf

Kiedy rodzic zaczyna nowy związek, dziecko bardzo często czuje się odsunięte na boczny tor. Jak z nim wtedy rozmawiać? Jak zadbać o jego poczucie bezpieczeństwa i pomóc wrócić do równowagi? Wyjaśnia ekspertka Sensu – Ewa Nowak.
Jestem mamą pięciolatki. W zeszłym roku rozstałam się z ojcem mojej córki i założyłam nową rodzinę. Do tej pory nie było większych problemów, ale teraz się pojawiły i nie umiem sobie z tym poradzić. Prowadzę dom z jasno określonymi zasadami, bo wiem, że one są potrzebne, ale ojciec córki tego nie respektuje. Jest konflikt między nami, bo on zawsze był wobec naszego dziecka uległy. Zmanipulował córkę do tego stopnia, że mała płacze za nim, gdy tylko ja zrobię coś, co jej się nie podoba. Prosty przykład: córka ogląda bajkę, ja powiedziałam, że jak się skończy, idziemy się myć. Lecą napisy końcowe, wyłączam telewizor i zapraszam ją do łazienki. Wtedy od razu jest płacz, lament i wołanie taty. Mnie robi się przykro. Pytam, czy chce mieszkać z ojcem, a ona odpowiada, że tak. Co ja mam robić?             

reklama

Sytuacja Pani córki jest następująca: straciła swoją rodzinę z powodu, którego na pewno nie rozumie. Jej rodzice już nie są razem, Pani założyła nową rodzinę i teraz ona musi mieszkać z mamą, która ciągle każe jej robić jakieś niefajne rzeczy, oraz z obcym panem, którego na dodatek jej mama bardzo kocha. Mała tęskni za swoim tatą, który ją kocha, co jej na każdym kroku okazuje, pozwalając na wszystko i rozpieszczając. Tak widzi swoją sytuację córka. Pięcioletnie dziecko – czy się nam to podoba, czy nie – widzi świat według swoich kryteriów i potrzebuje znacznie więcej czasu niż rodzice, żeby wrócić do równowagi po rozpadzie rodziny. Dlatego nic dziwnego, że zaczęły się „większe problemy” z córką.

To, co Panią rani najbardziej, to deklaracja córeczki, że woli mieszkać z tatą. A przecież Pani sama jej taką odpowiedź sugeruje. W tych okolicznościach córce wydaje się, że to tylko argument w dyskusji, żeby jeszcze nie musiała iść się myć. Nie należy zadawać dziecku pytania, na które odpowiedzi nie jesteśmy w stanie wytrzymać emocjonalnie. Proszę tego więcej nie robić.

Nie wyczytałam tego z Pani listu i nie chcę Pani tego projektować, ale czasami bezsensownie upieramy się przy tym, żeby dziecko poszło wreszcie spać, żeby spało samo w pokoju, żeby chodziło spać po ósmej, żeby mówiło babci grzecznie „przepraszam” – bo my tego potrzebujemy. Chcemy mieć wreszcie spokój, żeby nam nie przeszkadzało, żeby teściowa się nie czepiała, że dziecko jest źle wychowane, i nazywamy to zasadami. Gdy córka oprotestowuje jakąś regułę obowiązującą w domu, warto spojrzeć na nią z punktu widzenia dziecka i zastanowić się, czemu ta zasada właściwie służy. Mała na pewno jest o panią szaleńczo zazdrosna, ciężko jej, że mama chce ją odesłać do łóżka, a sama być ze swoim nowym partnerem. Trzeba to zrozumieć i uszanować. Niestety, my, rodzice, mamy tendencję do nazywania zasadami tego, co byśmy chcieli, żeby dzieci robiły, bo nam tak wygodniej.

Ewa Nowak pedagog, terapeutka, autorka książek dla dzieci i młodzieży.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »