Dotyk pomaga dzieciom przeżyć trudne chwile

fot.123rf

Gdy dziecko przechodzi trudne chwile, jak rozwód rodziców czy problemy w szkole, dorośli zwykle szukają pomocy terapeutycznej. Zapominają, że napięcia gromadzą się też w ciele. Wtedy cuda może zdziałać dotyk.
„Moja córka chyba mnie nie lubi. Siada jak najdalej ode mnie, wrzeszczy, przeklina. Już nie pamiętam, kiedy ją pocałowałam…”.

reklama

„Mój sześcioletni syn ma do mnie pretensje, że mam nowego partnera. Dosłownie ucieka na mój widok. Nie wiem już, co robić…”.

Odszedł od nas mąż. Mój synek zaczął się moczyć w nocy. Byłam u kilku psychologów, ale problem jest nadal…”.

To wypowiedzi zaniepokojonych mam, które chcą pomóc swoim dzieciom. Ale pomoc dla wielu rodziców oznacza działanie poprzez słowa, czyli dotarcie do umysłu dziecka. Rozmawiamy z nim, używamy racjonalnych argumentów, tłumaczymy, kierujemy do psychologa, aby „przegadać temat”, jakby umysł był jedynym kanałem oddziaływania. Kiedy chodzi o dorosłych, wszyscy mamy świadomość, że ciało i umysł są nierozerwalną jednością, że działania na ciało mają bezpośredni wpływ na psychikę. Dlaczego zapominamy, że tak jest również z dziećmi?

Deficyt czułości

Na kwestię dotyku patrzymy bardzo schematycznie. W naszej kulturze jest on zarezerwowany dla małych dzieci. Wiemy, że maluszka należy po kąpieli dotykać, pieścić, gładzić. To buduje więź, rozluźnia, pomaga na typowe problemy tego wieku, w rodzaju kolek jelitowych.

A co potem? Czy gdy dziecko ma cztery albo jedenaście lat, dotyk nagle przestaje mu być potrzebny? Przecież jesteśmy istotami społecznymi, łakniemy kontaktu z innymi, także fizycznego. Potrzeba dotyku nie zanika nigdy i dokładnie tak samo, jak w przypadku osób dorosłych, może pomóc w rozwiązaniu poważnych problemów psychologicznych.

Ile osób ma kontakt z ciałem twojego dziecka? Dziś takie pytanie brzmi groźnie. Przed oczami staje nam zły dotyk. Ze strachu przed niektórymi zdeprawowanymi dorosłymi, odcięliśmy dzieci od kontaktu fizycznego. Nie pozwólmy, by zły dotyk skazał nasze dzieci na bezdotykowe dzieciństwo. Zamknęliśmy furtkę prowadzącą przez ich ciało. Gdy dziecko się przewróci i mama je przytuli, ucałuje, chwilę pokołysze, emocja, jaką jest ból, nie odłoży się w ciele dziecka. Niestety, jeśli przykrość zdarzy się w szkole albo poza wzrokiem bezpośrednich opiekunów, raczej nie możesz liczyć na to, że wychowawczyni utuli płacz twojego dziecka.

Chłopcy a kontakt fizyczny

Dotyku szczególnie brakuje chłopcom. Dziewczynki mają przyzwolenie społeczne, żeby się trzymać ze ręce, obejmować, na wyjeździe spać razem w łóżku, tańczyć z koleżankami. Wolno im się nawzajem czesać i malować. Chłopcy są w tym obszarze pokrzywdzeni. Dziś system edukacji szkolnej poświęca sporo uwagi agresji, a szczególnie piętnowana jest agresja fizyczna. Gdy twój syn często bierze udział w bójkach, zazwyczaj skupiasz się wyłącznie na jednym aspekcie: kto zaczął. Tymczasem warto sobie uświadomić, że bójka bardzo skutecznie rozładowuje napięcie emocjonalne. Siłowanie się czy poklepywanie po plecach to czasem jedyny dotyk, jakiego doświadcza chłopiec. Jeśli twój syn lubi się bić, spójrz na to jak na poszukiwanie dotyku.

Inny problem, pojawiający się w rodzinach, w których nadal, niestety, kary cielesne są na porządku dziennym, to „proszenie się o lanie”. Zdarza się, że niektóre dzieci, dotyczy to szczególnie chłopców, wręcz je prowokują. Dlaczego? Bo dzięki temu mają bliski, bardzo intensywny kontakt fizyczny ze swoim rodzicem. Może się to wydać absurdalne, ale dziecko po prostu szuka jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, nawet bolesnego. Gdyby zamiast lania objąć syna i minutę mocno do siebie przytulać, jego zachowanie szybko by się poprawiło.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »