Rodzicielstwo ściśle według planu

fot.123rf

Pojawia się na szarym końcu po projektach: studia, praca, dom, samochód, podróże. Przygotowywany i realizowany równie perfekcyjnie jak najlepszy projekt biznesowy. Efekt? Dzieci alfa wyposażone w najnowsze gadżety, z certyfikatami modnych kursów, ale niesamodzielne, rozpieszczone, nieszczęśliwe.
Kinga (39 lat, dyrektorka w firmie reklamowej) i Paweł (40 lat, wiceprezes dużego banku) mówią ściszonym głosem. Błażej (4 lata) właśnie został uśpiony, a to wymaga wielu sztuczek. Dzisiaj na przykład Paweł woził go samochodem po osiedlowych uliczkach.

reklama

– Udało się po godzinie, ale może obudzić go byle hałas – przestrzega Kinga. – Dziwię się, jak to możliwe, skoro drzwi do jego pokoju są dźwiękoszczelne.

Kinga w ogóle dziwi się wielu zachowaniom synka. Ma wszystko: klocki, samochody, gry, a nawet swojego iPada, a ciągle mu mało. Na brak atrakcji nie może narzekać, bo w przedszkolu jest i angielski, i dżudo, i taniec towarzyski, i lepienie z gliny, i gotowanie, po południu wożą go z Pawłem na basen, zajęcia z robotyki, do szkółki piłkarskiej, kina, a on jest wiecznie znudzony, nie potrafi się na niczym skupić, nic tak naprawdę go nie cieszy.

– A co będzie, jak pójdzie do szkoły? – martwi się Kinga. – Teraz tylko przecież się bawi, a w szkole będzie musiał ostro pracować, bo to jedna z najlepszych dwujęzycznych szkół w Warszawie, do której trudno się dostać. Nam się udało, bo zapisaliśmy go, gdy tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży.

Paweł tonuje lęki żony: – No, nie przesadzaj, Błażej jest zdolny, utalentowany, na pewno sobie poradzi. Nie wolno mu tylko odpuszczać.

Na kilku etatach

Kinga i Paweł wiedzą, jak to robić, bo sami sobie nie odpuszczali. Absolwenci słynnego Liceum im. Marynarki Wojennej RP w Gdyni i równie prestiżowej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Wspinali się na zawodowy szczyt konsekwentnie, krok po kroku. Teraz chcą zapewnić tam miejsce swojemu synowi.

Nie oni jedni. W Polsce, na wzór krajów zachodnich, przybywa rodziców projektujących rozwój dziecka od urodzenia, a nawet od poczęcia. Znam ciężarną, która zaczyna dzień od godzinnej sesji z muzyką Bacha, a kończy na audiobookach medytacyjnych, bo gdzieś przeczytała, że to dobrze wpłynie na umysł jej dziecka.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »