Rozmowy z dzieckiem przed zaśnięciem

fot.123rf

Emocje przepływają przez nas niczym rzeka. Trzeba je zobaczyć, posmakować ich, nazwać je i „obsłużyć”. Znakomicie pomaga w tym książka o Senku stworzona
przez artystyczną rodzinę Kotów: Agę, psycholożkę, fotografkę, jej męża Tomasza, aktora, który użyczył głosu na audiobooka, ich siedmioletnią córkę Blankę oraz przyjaciół. Synek Leon (cztery lata) jest równolatkiem pomysłu.

Umiejętność radzenia sobie z emocjami okazuje się fundamentalna, gdy zostajemy rodzicami.

reklama

To prawda. Pojawiają się wtedy problemy z ujawniającymi się emocjami. Kiedyś można było je ukryć, teraz już się nie da. Przychodzi trudny moment, kiedy nie można udawać, że czegoś nie ma, bo dziecko pokazuje, że to jest.

I co wtedy?

Mamy dwie drogi: albo skonfrontujemy się z trudnymi emocjami, albo wpuszczamy dziecko w tę samą historię, którą przeszliśmy jako dzieci. Czyli tłumienia emocji, udawania, bycia grzecznym, nieujawniania tego, co się czuje, przyjmowania, że dorośli mają rację. Jest cały wachlarz możliwości, których można użyć, żeby ukryć emocje.

Uczono nas, że są dobre emocje, i te należy wyrażać, oraz złe, nad którymi trzeba zapanować.

Tymczasem wszystkie emocje, także złość, lęk, zazdrość, frustracja, są nieodłączną częścią naszego życia i domagają się ekspresji. Przepływają przez nas niczym rzeka. I często dopiero pojawienie się dzieci niektóre z nich ujawnia. Bo ich przyjście na świat powoduje, że rzeczywistość zmienia się o 180 stopni, że wiele spraw trzeba zostawić, odpuścić.

Dziecko reaguje tak, jak my reagujemy.

Uświadomienie sobie tej prawdy jest kluczem do wychowania. Widzę to na swoim przykładzie – wychowuję tylko przez to, co robię, a nie przez to, co mówię. Natomiast książka opowiada o tym, jak patrzeć na emocje, jak ich nie oceniać, nie klasyfikować jako dobrych i złych, tylko zobaczyć ich źródło. Już samo zdystansowane nieoceniające spojrzenie, choć trudne, to jednak daje możliwość prześledzenia, skąd się biorą emocje, jak to się stało, że dziecko zachowuje się w taki, a nie inny sposób.

Jedna z bohaterek książki, Rozalka, okłada misia. Na ogół rodzice reagują na takie zachowanie uwagą: „Nie rób tego, jesteś niegrzeczna”.

A może okazać się, że to nie chodzi o misia, tylko o chłopca, który dokuczał jej w przedszkolu. Czasem takie zachowanie dziecka mówi nam więcej o jego doświadczeniach i uczuciach niż niejedna rozmowa. Jeżeli zabronimy mu wyrażać złość, może przestać niszczyć zabawki, ale zacznie niszczyć w jakiś sposób siebie.

Na przykład obgryzać paznokcie.

Tak, bo emocje są powiązane z ciałem, nie jesteśmy w stanie ich oddzielić.

Tłamszenie uczuć może spowodować odroczony wybuch, nieadekwatny do sytuacji, która go wywołała.

Ale adekwatny do sytuacji, w której od dawna tkwi dziecko. Znoszenie napięcia spowodowanego tłamszeniem emocji bywa ponad jego siły. Nie lubię określeń: „grzeczne – niegrzeczne”, bo zwracają uwagę tylko na to, co dziecko robi, a nie pokazują przyczyny, no i są oceniające. Uważam, że jedynym sposobem na to, żeby zrozumieć zachowanie dziecka, jest zobaczyć, co się za nim kryje. U dzieci może to być o tyle proste, że ich świat nie jest tak skomplikowany jak świat dorosłych.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »