Coaching rodzicielski – świadoma podróż do celu

coaching dla rodzicow
123rf.com

Rodzicielstwo, bez głębokiej świadomości napotykanych w nim postaci i ról, przypomina powietrzne akrobacje Boeinga 737. Czasem burzę na wysokości 9000 m, a nawet awaryjne lądowanie. Pasażerowie, tak jak nasze dzieci- wciśnięci strachem lub nadmiarem rodzicielskich oczekiwań – kurczą się w fotelach. Z trudem łapiąc oddech, z nadzieją wpatrują się w drzwi kabiny pilota. Bywa że tam jednak nie ma Rodzica ani Pilota, który prowadzi ten rejs…
Lecz, otworzywszy z rozmachem drzwi, ze sterówki wychodzi: zapłakana Sierotka Marysia, Wszechmocny Imperator albo Krytyk o ironicznym spojrzeniu. Coraz częściej jednak, na szczęście, zza drzwi wychodzi prawdziwy, stuprocentowy, spójny w swej roli, świadomy Rodzic. Wyciąga maskę tlenową i jednym szybkim ruchem, zakłada ją najpierw sobie a potem dziecku.

reklama

Tak w skrócie o pracy rodzica nad sobą, o świadomym rodzicielstwie i napotykanych w nim rolach i o świadomości – tak potrzebnej jak tlen, pół żartem pół serio – myślę dzisiaj – pod koniec roku 2013. Ale nie traćmy tej cienkiej nutki humoru i idźmy w to głębiej…

Początki rodzicielskiej drogi bywają bardzo trudne. Sama wielokrotnie dzierżyłam ster naszego rodzicielskiego samolotu zapominając że jestem (?) pilotem. Kim bywamy, gdy myślimy, że mamy pełną kontrolę nad wszystkimi lampeczkami i wskaźnikami w sterówce? Kim jesteśmy, gdy, chcąc powtórzyć sobie kurs pilotażu, który przecież mamy w genach, przychodzimy na przydatne jednak warsztaty rozwojowe i parentingowe? Spróbujmy za Arnoldem Mindellem, twórcą psychologii zorientowanej na proces, dla ułatwienia spersonifikować sposoby myślenia, wzorce osobowości, które czasem ciągną, czasem popychają, a czasem po prostu prowadzą nas na warsztaty.

Jeśli puścimy wodze wyobraźni, zapewne odnajdziemy w wielu z nas, może trochę z przymrużeniem oka, jedną z poniższych, a może nawet kilka (!)postaci.

ODKRYWCA – temu nigdy dosyć wiedzy. Czy to na temat porodu w wannie, pieluchowania dzieci, budowania zamków na piasku. Wszystko jedno. Na każde postawione pytanie próbuje odpowiedzieć, czyta, śledzi, dyskutuje. Wszystko przecież musi mieć swoją przyczynę. Trzeba umieć ją odnaleźć we własnej rodzinie, choćby teoretycznie. Ciekawość to dobry początek. Jeśli to Odkrywca w tobie wysyła cię na warsztat – może to dobra okazja by, przyjrzeć się swojemu systemowi rodzinnemu. Ale warto pamiętać o tzw. umyśle początkującego, któremu przepełniona wiedzą głowa nie sprzyja.

LOGISTYK – ta postać dba o ergonomię i ekonomię w rodzinie. Jeśli ten rodzaj myślenia popycha człowieka do skorzystania z warsztatu, to zwykle po to, by w maksymalnym stopniu rozeznać, jaką bazą wspólnie z partnerem, partnerką dysponujemy. Co możemy osiągnąć w kwestiach wychowawczych i jakim kosztem.

RODZIC – to ktoś, kto z głęboką troską i miłością chciałby umieć odpowiadać na dziecięce potrzeby. Być z nimi w kontakcie, zaspokajając je w taki sposób, by jednocześnie uczyć dziecko jak najlepszego funkcjonowania w otaczającym go świecie. Postać opiekuńczego rodzica to najczęstszy uczestnik warsztatów. Za każdym razem na nowo porusza wszystkich obecność troskliwej kochającej uwagi, z jaką rodzice przychodzą na warsztaty.