Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci ukochanych osób – Bartka Prokopowicza pyta Alina Mrowińska

fot. Jacek Poremba, archiwum Fundacji Rak'n'Roll

Bartek i Leoś układają sobie życie bez Magdy.

Wydawnictwo Zwierciadło

reklama

Przygotowywałeś Leosia na odejście Magdy?

To się działo naturalnie. Leoś przecież nie znał zdrowej mamy. Pamiętam, że nigdy nie chciał widzieć Magdy łysej. Przerażała go głowa bez włosów. Prosił, żeby nakładała peruki. Magda czasem lubiła się z nim kąpać. Prosiłem, żeby tego nie robiła, żeby oszczędziła mu widoku blizn po mastektomii. (…)

W ostatnim okresie, kiedy Magda przyjeżdżała ze szpitala na przepustki, Leoś nie chciał wchodzić do jej pokoju. Mówił, że tam pachnie śmiercią… Widziałem wyraźnie, że się boi. Wyczuwał, że mama gaśnie, że praktycznie już jej nie ma… W ostatnich tygodniach Magda z trudem chodziła. Przeważnie całe dnie leżała, w domu były pielęgniarki, rurki, stojaki od kroplówek…

Któregoś dnia bawiłem się z Leosiem na dole, Magda leżała w naszej sypialni na piętrze, i nagle mnie poprosił, żebym puścił królewską muzykę. Nie wiedziałem, o co mu chodzi, jakąś włączyłem i słyszę, że to nie ta. Dalej próbuję, aż w końcu udało mi się. Monumentalna symfonia okazała się królewską muzyką. Leoś wziął w rączki pałeczki z doczepioną kolorową bibułką, stanął w tanecznej pozie i powiedział: „A teraz będzie balet o tym, jak chłopczykowi umarła mamusia i wychowywał go tatuś”. Zaczął dziwnie tańczyć… Serce mi się ścisnęło, płakałem…

Moja mama przygotowywała Leosia na odejście Magdy. Opowiadała mu o niebie i życiu po śmierci. Wcześniej, jesienią, umarła moja babcia, a prababcia Leosia. Wtedy pierwszy raz rozmawialiśmy o odchodzeniu. Mówiłem mu, że ludzie najpierw są na ziemi, a potem odchodzą do nieba. Że to jest normalne, tak jest urządzony świat. Każdy z nas pójdzie kiedyś do nieba. Tam już jest jego prababcia i jego dziadkowie, rodzice mamy.

Jak mu powiedziałeś, że mama umarła?

Wcześniej wiele razy byłem u psychologa dziecięcego. Usłyszałem, że dzieci w naturalny sposób interpretują to, co je spotyka, i umieszczają w swoim świecie. Pani psycholog powiedziała, żebym się za bardzo nie martwił, bo dzieci mają gigantyczną zdolność adaptacji i tłumaczenia sobie trudnych spraw. Przyjmują rzeczywistość swoją dziecięcą psychiką i emocjonalnością – taką, jaka jest. Nie zamartwiają się o przyszłość, nie projektują złych zdarzeń, które może kiedyś przyjdą.

Uważnie obserwowałem Leosia. Kiedy Magda zmarła, wziąłem go na plac zabaw… Wcześniej pani psycholog poradziła mi, żebym zrobił to na neutralnym gruncie… Nie mówił o śmierci mamy w domu ani w innej zamkniętej przestrzeni, tylko powiedział w trakcie zabawy… Mocno go przytuliłem i powiedziałem, że „mamusia odeszła do aniołków. Jest teraz w niebie na chmurce, patrzy na nas i uśmiecha się. Ciałem nie ma jej już na ziemi, ale zawsze będzie przy tobie… A kiedyś, jak będziesz już bardzo stary, znowu się spotkacie w niebie…”. Może dlatego Leoś tak bardzo wierzy w Boga i w niebo… Bo tam jest mama… Tamtego dnia cały wtulił się we mnie, nie płakał, dopiero potem, na pogrzebie…

Bałeś się, czy sobie poradzisz z pięcioletnim chłopcem?

Nie, nigdy się tego nie bałem. Ja już od dawna byłem na to przygotowany… Zaraz po pogrzebie pojechaliśmy na wakacje nad morze. Całą rodziną, z rodzicami, Hanią, moją córką z pierwszego małżeństwa. Któregoś dnia Leoś budował na plaży zamek z piasku. Podeszły do niego jakieś dzieci i zapytały: „Czemu jesteś sam z tatą?”. Leoś: „Bo nie mam mamy”. Dzieci zaciekawione: „A gdzie jest twoja mama, w pracy?”. Uważnie się przysłuchuję i słyszę synka: „Nie, umarła na raka”. I na tym skończyło się dopytywanie. Maluchy powiedziały: „Aha”, i wspólnie budowali zamek. (…)

Teraz razem z Leosiem projektujemy grób Magdy. Nie chcemy przywalać jej płytą, zasadzimy piękny ogród. Wymyśliliśmy drewnianą rzeźbę Anioła, wysoką na 1,30 metra. Anioł będzie miał twarz Magdy i ma trzymać chomika. Tak postanowił Leoś. I nie jestem w stanie mu tego wyperswadować.

Magda bardzo bała się, czy Leoś będzie ją pamiętał…

Pamięta i będzie pamiętał… Po odejściu Magdy dość szybko zrobiłem porządki w jej rzeczach, żeby jak najszybciej oczyścić się z tej sytuacji, zacząć żyć swoim, własnym życiem. Bardzo trudny czas… Sprzątanie szaf, rzeczy osobistych, butów, sukienek, biżuterii. Robiliśmy to z Leosiem. Wspólnie decydowaliśmy, co oddajemy biednym, co wystawiamy na aukcję, a co Leoś chce sobie zachować. Zrobiliśmy takie pudełka pamięci… Są u niego w pokoju… Z prywatnymi drobiazgami, biżuterią, indeksy, stare zdjęcia… Obrazy Magdy, przepełnione bólem i cierpieniem, spakowałem i wywiozłem do Książenic. Kiedyś, jak Leoś będzie dorosły, zadecyduje, czy chce je zatrzymać.

Uważam, że obraz mamy powinien być jak najbardziej szczęśliwy, pozytywny i jasny. Nie chcę obciążać jego malutkiej psychiki jakimś hardcorem. To niepotrzebne. Nie ma negatywnych wspomnień. Zawsze mówię o Magdzie dobrze i z miłością.

Fragment pochodzi z książki „Magda, miłość i rak”, wyd. Zwierciadło 2013

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »