Nadwrażliwcy

Corbis

Świat nadwrażliwego dziecka jest piękny i kolorowy, ale także onieśmielający nadmiarem smaków i dźwięków. Czasem trudno zrozumieć, co się dzieje wewnątrz tego świata. Dlaczego dziecko tak się boi nieznanego? A ono nie boi się, tylko podchodzi do wszystkiego ostrożnie. Dlaczego jest odludkiem? Nie, nie jest odludkiem, potrzebuje jedynie przestrzeni. Dlaczego nic mu się nie chce? Ależ chce – próbuje tylko żyć w swoim tempie.
Kuba od pierwszych tygodni życia wzdragał się przed dźwiękiem dzwonka u drzwi, płakał wniebogłosy na widok nieznajomej twarzy, krzyczał, gdy ktoś usiłował go dotknąć. Potem doszły inne niepokojące zachowania – lęk przed wszystkim, co nowe, nieznane, niechęć do zabaw z rówieśnikami, unikanie ruchu. Rodzice zamartwiali się, że coś z nim jest nie tak, obawiali, jak ich syn poradzi sobie w szkole.

reklama

Kuba ma dzisiaj 15 lat i nadal nie lubi hałasu, gwałtownych reakcji, agresywnych kolorów, sportu. Nadal sprawia wrażenie dziecka o „cienkiej skórze”, pozbawionego bariery ochronnej przed światem. Ale rodzice już wiedzą, że ich syn jest i pozostanie nadwrażliwym dzieckiem.

Przesadne reakcje, intensywne emocje

Psychologia, neurologia, genetyka nie pozostawiają wątpliwości – nadwrażliwość to w dużej mierze cecha wrodzona, jak kolor włosów czy kształt nosa i wynika z naszego, uwarunkowanego neurobiologicznie temperamentu. Może mieć także swe źródło w traumatycznych doświadczeniach, takich jak wypadek, pobyt w szpitalu, ale najczęściej jej korzenie tkwią w genetyce.

Określenie „nadwrażliwe” dotyczy dzieci o bardzo różnych, ale zawsze przesadnych reakcjach – na dotyk ubrania, wygląd lub zapach potraw, temperaturę powietrza lub wody. Jedne źle znoszą światło, inne dźwięk, jeszcze inne nie wejdą boso do basenu. O takich dzieciach mówi się, że mają wysoki próg wrażliwości. O innych – nieśmiałych, z trudnością znoszących niepewne sytuacje i kontakty z ludźmi, szczególnie z nieznajomymi – że są nadwrażliwe społecznie. Takie dzieci wolno przystosowują się do nowych sytuacji, preferują zajęcia w małych grupach, często wolą bawić się same.

Z kolei dziecko z tak zwaną nadwrażliwością emocjonalną ciągle się czegoś boi – a to, że zapomni książki, a to, że sprawi komuś przykrość. Na ogół obawy te są bezpodstawne. Dzieci nadwrażliwe emocjonalnie są przesadnie wszystkim zaniepokojone, łatwo je skrzywdzić i – podobnie jak dzieci nadwrażliwe społecznie – źle znoszą zmiany, nawet jeśli te zmiany są pozytywne. Takie dzieci są „nastrojone” na uczucia innych. Gdy przyłapią rodziców na rozmowie podniesionym głosem, natychmiast dociekają: „Pokłóciliście się? Nie kochasz już mamy? Jesteś zła na tatę?”. Dzieci o dużej wrażliwości emocjonalnej są szczególnie wyczulone na makabryczne opowieści i filmy pełne brutalnych scen. Z trudem znoszą konflikty i koleżeńskie afronty.

Po czym poznać, że dziecko przejawia emocjonalną nadwrażliwość? Po częstym zadawaniu pytań zaczynających się od „a jeśli…”, po tym, że denerwuje się drobnymi błędami i błahymi porażkami, że jest perfekcjonistą, płacze z byle powodu, że denerwuje się, gdy ktoś się z nim drażni (nawet, gdy robi to bez złych intencji), że podchodzi do zadań z wielką intensywnością i że zachowuje się przesadnie grzecznie lub zbyt ulegle.

Dzieci bywają też nadwrażliwe na zmiany. Mogą być całkiem śmiałe i towarzyskie, ale oprotestowują wszelkie nowości, wolą otrzymywać je w małych dawkach. Wybierają tak zwane zajęcia stolikowe, unikają ruchu i czynności wymagających wykazania dużej energii czy większego tempa pracy. Nie lubią poganiania i sytuacji nieprzewidywalnych.

Świat kręci się za szybko

Wszystkie dzieci bywają w pewnym wieku i w pewnych okolicznościach nieufne, nieśmiałe, mogą nie tolerować zmian, ale u nadwrażliwych te uczucia są zawsze silniejsze i trwalsze niż u ich rówieśników. Co dla innych dzieci jest rajem, dla nich bywa torturą. Świat nadwrażliwego dziecka jest piękny i kolorowy, ale także onieśmielający nadmiarem smaków i dźwięków. Obfituje w wiele wrażeń, ale i paraliżujących emocji. Na ogół kręci się za szybko.

Z zewnątrz trudno zrozumieć, co się dzieje wewnątrz tego świata. Dlaczego dziecko tak się boi nieznanego? A ono nie boi się, tylko podchodzi do wszystkiego ostrożnie. Dlaczego jest odludkiem? Nie, nie jest odludkiem, potrzebuje jedynie przestrzeni. Dlaczego nic mu się nie chce? Ależ chce – próbuje tylko żyć w swoim tempie.

Wychowywanie nadwrażliwców nie jest łatwe szczególnie wtedy, gdy różnimy się temperamentem. Wyobraźmy sobie zatem ów temperament jako papierek lakmusowy, przy pomocy którego dziecko bada swoją strefę bezpieczeństwa. Wszyscy szukamy takiej strefy, w której dobrze się czujemy, unikamy natomiast takich, które wywołują stres i zaniepokojenie. Ale różnimy się od siebie w postrzeganiu tego, co przyjemne i nieprzyjemne. Patrząc na wrażliwość naszych dzieci z tej perspektywy, lepiej nam zrozumieć, dlaczego trudno jest im zmienić swój sposób odczuwania i postępowania. Ale to nie znaczy, że zmiany nie są możliwe. Dzieci mogą przezwyciężyć swoją nadwrażliwość pod warunkiem, że im pomożemy w rozszerzaniu obszarów, w których czują się bezpiecznie.

Wychowanie nadwrażliwego dziecka wymaga – z jednej strony – akceptowania go takim, jakie jest, a z drugiej – nieustannego stymulowania go do przezwyciężania swoich blokad. Na znalezieniu równowagi pomiędzy dawaniem dziecku czasu na oswojenie się z nowymi zadaniami a ich egzekwowaniem.

Co możemy zrobić dla nadwrażliwców?

Przede wszystkim rozmawiać z nimi o ich temperamencie. Tłumaczyć, że ludzie różnią się pod tym względem i że w dużej mierze zależy to od budowy naszego mózgu. Jednocześnie podkreślać, że możemy nad naszymi reakcjami zapanować. Nie można jednak oczekiwać, że nadwrażliwe dziecko w jeden dzień stanie się śmiałe i asertywne. Dajmy mu czas. Ale bądźmy też czujni i elastyczni. Jeśli rok temu malec drżał na myśl o koloniach, nie zakładajmy, że tak będzie zawsze. Pamiętajmy o zachowaniu właściwej proporcji w reagowaniu na różne problemy. Są sprawy niepodlegające dyskusji – jak chodzenie do szkoły, bezpieczeństwo, niekrzywdzenie innych. Ale już to, czy dziecko zje naleśnika z dżemem czy cukrem pudrem, założy bluzę czy koszulę, nie powinno mieć większego znaczenia.

Ustalanie priorytetów ma ogromne znaczenie w wychowaniu nadwrażliwych dzieci. Dlaczego? Ponieważ wkładają one we wszystkie działania dużo wysiłku, szkoda zatem marnować go na mniej ważne sprawy. Powinniśmy więc przestać walczyć o każdy drobiazg i wytoczyć działa cięższego kalibru wtedy, kiedy to rzeczywiście istotne. Czy dziecko naprawdę musi nauczyć się jeździć konno, tańczyć i grać na gitarze? Negocjujmy z nim. Gdy jest małe, ustalanie priorytetów należy do nas. Potem powinno przejąć ten obowiązek.

Próba zmuszania nadwrażliwca do natychmiastowej zmiany musi zakończyć się fiaskiem. Dlatego trudne zadania podzielmy na etapy. I podkreślajmy każdy, nawet najmniejszy jego sukces. Nie przesadzajmy jednak z rozpływaniem się nad wszystkim, co się dziecku udało. Nadwrażliwcy są szczególnie wyczuleni na ton przesady w głosie. W ogóle bardzo istotne są słowa, jakich używamy. Zamiast: „boisz się własnego cienia”, lepiej powiedzieć: „jesteś ostrożny”. Pejoratywne sformułowania zamykają szansę na rozmowę. Pozytywne – otwierają dziecko nie tylko na rozmowę, ale i na konstruktywne rozwiązania. Pamiętajmy też, że dziecko ma prawo do swoich uczuć, odpowiedzialność ponosi jedynie za to, jaki kształt przybiorą. Może być smutne, co jednak nie usprawiedliwia ataku spazmów.

Rodzice nadwrażliwych dzieci często są nadopiekuńczy. Zamiast je wyręczać, powinni zachęcać do stawiania czoła coraz nowym wyzwaniom i pozwalać, aby dziecko samo się z nimi uporało. Ale czasem trzeba dla przewrażliwionego malca stać się tarczą ochronną. Pomocne może okazać się coś tak prostego, jak zatyczki do uszu przed wyjściem do hałaśliwego miejsca, czy przytulenie, zaśpiewanie kołysanki.

Pamiętajmy, że istnieje zasadnicza różnica między zachęcaniem a zmuszaniem. Zachęcanie to stymulowanie do tego, co sprawia dziecku radość, w kierunku, w którym chce iść i do osiągalnych celów. Zmuszanie natomiast to popychanie do czegoś, co w przekonaniu dziecka nie ma prawa się powieść albo czego nie chce zrobić, nawet gdyby mogło.

Wrażliwość nie jest słabością. Może być siłą, chroniącą przed niebezpieczeństwami, w jakie ładują się śmiałe dzieci. Świat potrzebuje różnych ludzi – nieśmiałych i tych przebojowych. Dlatego nie starajmy się na siłę zmieniać osobowości naszych pociech. Raczej pomagajmy im pokonać bariery w kontaktach ze światem, ponieważ one z tego powodu cierpią.

Warto przeczytać: Janet Poland, Wrażliwe dziecko, Rebis 2000; Irena Obuchowska, Kochać i rozumieć, Media Rodzina 2003

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »