Nie przeklinaj Kasiu!

fotochannels.com

Cholela, jak to działa! Czterolatek klnie, bo jest oczarowany mocą brzydkich słów.
Nastolatek – bo naśladuje świat dorosłych i szuka swojej tożsamości. A rodzice? Czyżby ze złości na swoje dziecko?

Kaja ma cztery lata i z upodobaniem używa brzydkich słów. – Nie mogę pojąć, skąd to się u niej bierze – ubolewa jej mama.

reklama

– Ani ja, ani mąż nie przeklinamy. A ona: „kupa, dupa, cholela” – wykrzykuje na okrągło, a już najgłośniej, gdy jesteśmy w miejscu publicznym. Mówi i patrzy na reakcję moją i innych ludzi. Tłumaczę, proszę, karzę. Bez skutku.

Czterolatki uwielbiają mówić brzydkie słowa, bo w ten sposób zwracają uwagę dorosłych. Widzą, że niektóre wyrazy złoszczą lub zaskakują rodziców. To daje im możliwości manipulowania: Jak powiem „dupa”, to mama natychmiast coś mówi – kombinuje sobie Kaja, tata odkłada gazetę, a starszy brat będzie się zaśmiewał.

Sam zakaz używania niektórych słów to już informacja dla dzieci, dowód, że język ma siłę. Potem same obserwują, jaką moc mają te słowa. I w wieku czterech lat tę wiedzę wykorzystują.

Brzydkie wyrazy mogą również służyć dziecku do swego rodzaju zabawy. Maluch nie do końca je rozumie, ale czuje, że są niezwykłe, ponieważ ludzie wypowiadają je w szczególnych sytuacjach. Używanie ich daje zatem posmak czegoś wyjątkowego.

Piepsone dlanie!

Co powinna zrobić mama chłopca, który po powrocie z przedszkola daje popis łaciny podwórkowej, bardzo zadowolony, że rodzice zamarli i słuchają go w przerażeniu?

Przede wszystkim nie prosić go, by przestał. Uznać, że z jakiegoś powodu musi to robić. Może na przykład czuje się odsunięty przez rodzeństwo albo przez zapracowanego tatę? Zastanowić się, co synek zamierza osiągnąć, czyli zająć się przyczyną takiego zachowania. Najczęściej chodzi o zwrócenie na siebie uwagi, wywołanie wrażenia.

Rodzice powinni wysłać dziecku sygnał: nie tolerujemy takiej mowy, sami nie przeklinamy, nie życzymy sobie tego w naszym otoczeniu. I dlatego najlepiej klnącego synka wyprosić do swojego pokoju z takim wyjaśnieniem:

„Wiesz, my z tatą chcielibyśmy, żebyś z nami tu był, ale nie wtedy, kiedy mówisz w ten sposób. Jeśli nadal chcesz tak mówić, proszę bardzo, ale u siebie. Jak skończysz, przyjdź do nas, pomyślimy, co fajnego moglibyśmy robić razem”.

Dziecko być może będzie stać w drzwiach swojego pokoju i przez następne dziesięć minut prezentować cały repertuar znanych sobie przekleństw. Kompletnie nie zwracajmy na to uwagi. Po jakimś czasie powinno przestać.

Jeśli jednak ta metoda nie poskutkuje, należy wyznaczyć jasne granice i postępować konsekwentnie – wypraszać dziecko do innego pokoju i izolować od przyjemności. Trzeba jasno powiedzieć: „To są brzydkie słowa. Twoi koledzy myślą, że to zabawne, ale my tak nie uważamy, nie mówimy i nie musimy tego słuchać”. Rodzice muszą ustalić wspólne stanowisko i być świadomi języka, którego sami używają, bo…

Gdy dziecko słyszy brzydkie słowa w domu, chętnie je naśladuje. Czterolatek Marcin słyszał za oknem hałasujące dzieci, podszedł do okna i krzyknął: „Zamknijcie się, piepsone dranie!”. Mama zareagowała stanowczo: „Jak ty mówisz! To bardzo brzydkie słowa!”. Po chwili uświadomiła sobie, że podobnych określeń używa jego tata, który zwykle starał się powstrzymywać od przekleństw w obecności syna, ale folgował sobie za kierownicą. Niestety dzieci nie uwierzą w żadne argumenty typu: „Co wolno wojewodzie…” ani „Pypeć ci wyrośnie na języku, tak mogą tylko dorośli”. Jedyne, co można powiedzieć, to: „Tata też bardzo brzydko powiedział, też nie wolno mu tak mówić”. I tego się trzymać.

Głupia jesteś mamo!

Mama pięcioletniego Jasia: – Mój synek często ma humory. Czasami gdy wieczorem grzecznie proszę, żeby coś zrobił, wykrzykuje: „Nienawidzę cię! Jesteś głupia!”.

Przykro jest słyszeć takie słowa od własnego dziecka. To boli i złości. Mama Jasia powinna przede wszystkim pamiętać, że synek wcale jej nie nienawidzi i nie uważa, że jest głupia. Nie – on nie umie poradzić sobie z emocjami, w ten sposób wyraża zupełnie inne, negatywne odczucia. Rodzice nauczyli go, że nie wolno bić, gryźć, kopać, że wszystko trzeba mówić. Więc używa takich, a nie innych słów, ponieważ widzi po reakcji rodziców, że one mają moc. Na pewno też nie do końca rozumie, co one znaczą. Być może jest zły i zmęczony, może dokuczyły mu inne dzieci.

Emocje rodzą emocje – gdy stajemy się celem takiego wybuchu, pokusa żeby krzyknąć na dziecko i przywołać je do porządku, jest duża. Nie ulegajmy jej, dajmy sobie czas, by ochłonąć. Spokój zaskoczy pięciolatka, bo nie tego się spodziewa: „Byłeś na mnie bardzo zły. W tym, że jest się zdenerwowanym, nie ma nic strasznego, wszyscy bywamy zdenerwowani. Ale jest naprawdę przykro, gdy tak o mnie mówisz. Jeśli nie podoba ci się to, co robię, po prostu mi to powiedz”.

Spytajmy, czy stało się coś konkretnego, co go zdenerwowało. Nie naciskajmy, jeśli nie chce powiedzieć, ale zawsze zachęcajmy dziecko do opisywania swoich uczuć i emocji. Wytłumaczmy mu też, co znaczą słowa, których używa:

„Czy wiesz, co znaczy słowo »nienawidzić«? Jeżeli czułbyś nienawiść do kogoś, kto jest na przykład niedobry dla małego kotka, chce go uderzyć, rozumiałabym, ponieważ ten ktoś robi złe i okrutne rzeczy. A kto jest głupi? Czy ktoś, kto się pomylił jest głupi? Czy raczej ktoś, kto robi coś niebezpiecznego, niedobrego?”.

To my, dorośli, musimy wytłumaczyć dziecku znaczenie słów, i uświadomić, że jego zachowanie wpływa na nasze uczucia.

Nastolatka klnie jak szewc!

Tata 15-letniej Iwony: – Byłem zszokowany, kiedy przypadkiem usłyszałem rozmowę mojej córki z koleżanką. Rzucały mięsem jak faceci spod budki z piwem. Zamurowało mnie, bo Iwona przy nas nigdy nie przeklina, nie słyszy też przekleństw w domu. Jestem tak zaskoczony, że nie wiem, co powiedzieć, udaję, że nic nie słyszałem. Ale odtąd inaczej patrzę na moją córkę – jak na kogoś, kogo do końca nie znam.

Nastolatek zmaga się ze zdefiniowaniem swojej osoby. Pyta: kim jestem? Co chcę zrobić ze swoim życiem? Kto jest mi bliski?

Okres dorastania to pora eksperymentowania z nowymi rolami życiowymi, szukania swojego miejsca w świecie, nawiązywania znajomości. W tym okresie przynależność do wybranej grupy może być dla młodego człowieka wszystkim. Wielkie znaczenie ma to, by być lubianym i akceptowanym. Zdarza się, że dążąc do osiągnięcia popularności, młodzi ludzie rezygnują z części swojej osobowości. I na przykład dobry uczeń zaczyna gorzej się uczyć, gdyż zbytnia mądrość nie jest dobrze widziana w grupie, do której chce należeć. Albo kompletnie zmienia swój wygląd, chcąc dostosować się do kolegów, na których mu zależy. Albo przeklina, bo to jest w dobrym tonie.

Od wulgaryzmów roi się w Internecie, filmach, książkach, na ulicy, a także niestety w domach. Nie możemy się zatem dziwić, że nastolatki nie przebierają w słowach. One po prostu odwzorowują świat dorosłych. W tej sytuacji wizja życia wolnego od wulgaryzmów jest mało realistyczna. Jedyne, co możemy zrobić, to samemu dbać o czystość języka. Nic tak nie uczy jak dobry przykład, zwłaszcza gdy rodzic jest w oczach dziecka autorytetem.

Przeklinanie młodzieży ma często źródło w niepewności i niskim poczuciu własnej wartości, a ta buduje się w domu. Zastanówmy się: Czy mój nastolatek czuje się kochany i ceniony za to, jaki jest? Czy chwalimy go za osiągnięcia, nawet niewielkie? Czy pozwalamy mu samodzielnie podejmować decyzje i ponosić ich konsekwencje? Czy uczymy go samokontroli i konstruktywnego rozwiązywania problemów?

Wbrew pozorom dla nastolatka ważna jest opinia rodziców na jego temat. Wyobrażenie o sobie w dużym stopniu przesądza o jego zachowaniu poza domem. Jeżeli myśli o sobie „jestem do niczego”, bardzo prawdopodobne jest, że będzie chciał się podbudować, na przykład klnąc jak szewc, bo „to takie dorosłe, bo to znaczy, że nie jestem mięczakiem, bo to świadczy o mojej sile, mocnym charakterze”.

Spokojnie! To tylko emocje!

Jak reagować, gdy dziecko przeklina w naszej obecności? Należy jasno komunikować, że tego nie aprobujemy. Gdy jednak nadal tak się zachowuje, najlepszą postawą, jaką możemy przyjąć, jest spokojne przeczekanie, aż skończy, i odmowa dalszej konwersacji w tym tonie:

„Nikt w naszym domu tak nie mówi i ja tak rozmawiać nie chcę”. Po takim komunikacie najlepiej odejść, nie podejmować dyskusji. Dlaczego wycofanie się jest najlepszym wyjściem?

Ponieważ załatwianie porachunków w stanie silnego wzburzenia pokazuje dziecku, że zgadzamy się na jego metodę rozwiązywania problemów. Odejście natomiast oznacza, że nie aprobujemy tego typu wymiany zdań i jeżeli młody człowiek chce coś osiągnąć, musi poszukać innego sposobu. Co ważniejsze, opuszczenie pokoju, gdy wyzwiska rzucane przez dziecko ciągle odbijają się echem od ścian, daje mu czas na ochłonięcie. Gdy ostatnimi słowami wymiany zdań będą z naszej strony słowa spokojne, a z jego – obraźliwe, to właśnie ta nasza spokojna reakcja utkwi mu w pamięci, gdy usiądzie i ochłonie. Kontrast między jego furią i naszym opanowaniem będzie wyraźny i może go czegoś nauczyć.

Jeżeli dziecko nie zeszło jeszcze na złą drogę, często wystarczy okazać mu większe zainteresowanie i nieco pomocy w rozwijaniu umiejętności społecznych, a w szczególności w zdobywaniu przyjaźni i sympatii kolegów. W takich chwilach szczególnie sprawdza się wcześniej zbudowana dobra relacja pomiędzy rodzicami a dzieckiem. Natomiast jeśli wulgaryzmom towarzyszy agresja, konieczna może okazać się interwencja psychologa. Rodzice muszą ściśle z nim współpracować, żeby zapobiec zejściu dziecka na złą drogę.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »