Potyczki na placu zabaw

123rf.com

Co robić, kiedy dzieci się kłócą? Wtrącać się, negocjować, rozdzielać czy zostawić je same sobie, żeby się dogadały? Jak znaleźć złoty środek pomiędzy nadopiekuńczością a obojętnością?
Kasia stoi obok piaskownicy. Widzi, jak jej synek wyrywa innemu chłopczykowi łopatkę. Ma podobną i wydaje mu się, że ta jest jego. Kasia rzuca się natychmiast w sam środek kłótni. Tłumaczy małemu Michałowi (lat 2), że to nie jego łopatka. Ale on krzyczy wniebogłosy i nic do niego nie dociera. Nagle starszy chłopiec sam oddaje mu łopatkę i zaczyna bawić się inną zabawką. Kasia upiera się, że Michał powinien oddać to, co zabrał, ale mały nie chce o tym słyszeć. Odchodzi w odległy kąt piaskownicy i tam kopie dziurę. Kasia podąża za nim, a jednocześnie jej uwagę przyciąga płacz starszej córki (lat 6). Zuzia pokłóciła się z koleżankami, skarży się, że jedna z nich ją przezywa, a druga pluje. Kasia wie, że powinna zareagować, ale skóra jej cierpnie na myśl, co ją czeka. Wysłuchiwanie wzajemnych oskarżeń typu: bo ona pierwsza, w których nie ma szansy na dojście do prawdy. Kasia zmęczona i zdenerwowana mówi: idziemy do domu. Zuzia i Michał solidarnie krzyczą „nie!” i uciekają przed mamą.

Wielkie i małe dramaty na placu zabaw znane są każdemu rodzicowi. Jedna z najczęstszych przyczyn dotyczy prawa własności. Rodzice, babcie i nianie mają różne sposoby na rozwiązywanie tego problemu. Jeden z nich to bezustanne nakłanianie dzieci do dzielenia się zabawkami. Drugi, zupełnie przeciwny, to odmawianie innym dzieciom możliwości skorzystania z zabawek, nawet gdy nasze dziecko nie bawi się nimi, a jednocześnie kategoryczne zabranianie naszym dzieciom dotykania przedmiotów, które nie należą do nas. Ani jedna, ani druga metoda nie wydają się być dobre i skuteczne, raczej powodują narastanie napięcia i konfliktów. Małe dzieci (dwu-, trzylatki) są bardzo przywiązane do swoich rzeczy i nakazywanie im dzielenia się z kolegami powoduje złość, żal i frustrację. One uczą się dopiero, bardzo powoli, że oddać coś na chwilę, to nie znaczy stracić na zawsze. Z drugiej strony są ciekawe świata i zabraniać im zabawy cudzymi przedmiotami jest skazywaniem ich i siebie na straszne męki.

Złotym środkiem może być asystowanie z boku w przepychankach o łopatki, piłki i samochodziki. Nic złego nie stanie się naszym dzieciom, jeśli trochę się pokłócą, pokrzyczą, popłaczą. Wkraczajmy do akcji dopiero, gdy w grę wchodzi przemoc fizyczna (bicie, szarpanie, ciągnięcie za włosy, gryzienie, sypanie piaskiem). Wkraczajmy spokojnie, bez agresji i oburzenia, tylko z jasnym komunikatem: tak nie wolno, nie zgadzam się na bicie. Oczywiście, musimy być czujni, bo