Przytul mnie: rodzicielstwo bliskości

123rf.com

Dzieci wychowywane według koncepcji
rodzicielstwa bliskości śpią w nocy, za dnia prawie nie płaczą, a gdy tylko zdobywają umiejętność przemieszczania się, ufnie ruszają z ramion rodziców w świat. Coś ci we wdrażaniu tej idylli nie wychodzi? Jedź do wenezuelskiej dżungli!

A miało być tak pięknie. Spanie we własnym łóżeczku. Karmienia o regularnych porach. Wszystko zorganizowane jak w zegarku. Jeszcze w ciąży Karolina Wereszczyńska miała bardzo konkretne pojęcie, jakie miejsce zajmie w jej życiu dziecko. Jej, ambitnej pracowniczce korporacji, wydawało się, że wszystko może poukładać. I wtedy urodziła się Zosia.

– Przeżyłam szok – mówi spokojnym głosem pogodna kobieta w kobaltowej chuście skrywającej ósmy miesiąc drugiej ciąży. – Zosia okazała się nadzwyczaj wrażliwym dzieckiem. Takie urządzenia jak łóżeczko czy wózek w ogóle się w jej przypadku nie sprawdzały. Przez trzy tygodnie próbowałam ją przystosować do pożądanego trybu funkcjonowania, ale bez skutku. Zosia prawie w ogóle nie spała – wspomina Karolina.

Wówczas czuła, że próbując wdrożyć wcześniej zaplanowany model, zamęczy siebie albo dziecko. Miarka przebrała się, gdy zasnęła którejś nocy, siedząc z córką przy piersi. – Mogłam Zosię upuścić na ziemię. To było po prostu niebezpieczne – mówi.

To wtedy postanowiła wszystko zmienić. Znalazła inne lektury. Poznała inne matki. Zabrała córkę do małżeńskiego łóżka. Zosia natychmiast zaczęła przesypiać noce, a Karolina nawróciła się na nową filozofię: rodzicielstwo bliskości.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu ZWIERCIADŁO

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »