Rodzicielskie grzechy główne

Jak uniknąć błędów wychowawczych? Nie ma na to rady. Można za to zrozumieć skutki przewinień, poznać sposób myślenia dzieci. I pewną złotą zasadę, ważniejszą niż perfekcyjność rodzica.
Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Powiedzonko wymyślono z pewnością dla tej sfery życia, jaką jest wychowywanie dzieci, żadnej innej nie dotyczy tak bardzo. Większość z nas – dorosłych, wykształconych ludzi – dokonała już analizy własnego dzieciństwa, klasyfikacji wad i zalet swoich rodziców i wie, czego nigdy swojemu dziecku nie zrobi. I tak jest – wystrzegamy się błędów, których zaznaliśmy, za to w to miejsce popełnimy własne. Nie da się tego uniknąć, ale można zmniejszyć siłę destrukcyjnego działania. Źródłem wiedzy o rodzicielskich przewinieniach i o tym, jak odbierają to dzieci, są ich własne zwierzenia. Jak wynika z badań PBI, obecnie w Polsce 75 tysięcy dzieci pisze blog. Wystarczy wejść na kilka przypadkowych, żeby stwierdzić, jak często głównym ich tematem są zachowania rodziców i jak dzieci je odbierają. Ta sama wiedza znajduje się w listach do redakcji pism młodzieżowych, pytaniach kierowanych do psychologów. Oto nasz wykaz najpopularniejszych błędów wychowawczych.

reklama

(Cytowane listy pochodzą z archiwum autorki).

1. Kłamstwo dla jego dobra…

Marcin: Moi rodzice rozwiedli się za moimi plecami. Podzielili się majątkiem, tata się wyprowadził. Powiedzieli mi, że wyjechał do pracy. Cztery lata tak mnie okłamywali. dowiedziałem się prawdy przypadkowo od siostry ciotecznej, kiedy ojciec był już żonaty z inną panią. Wszyscy w rodzinie wiedzieli, tylko ja nie. Podobno chodziło im o to, żeby mi oszczędzić przykrości.

Bartek: Zawsze wierzyłem, że mój tata jest wspaniały. Miał dla mnie czas, grał ze mną i moimi kumplami w piłkę, stawiał nam colę. Kochałem go, byłem dumny. Nagle pojawił się z chłopakiem o trzy lata ode mnie starszym, synem z pierwszego małżeństwa (nigdy nikt nie mówił, że tata miał już żonę i dziecko). Chciałem się zabić.

Kłamstwo to taka wina rodzica, której dziecko wybaczyć nie umie, nie zdoła. Zanim coś zataisz, zastanów się: Czy na pewno ukrywasz prawdę dla dobra dziecka? Najczęściej chronimy obraz siebie samych lub odsuwamy problem na później, licząc na to, że może nie wypłynie na światło dzienne i jakoś się sam rozwiąże. Nie mówimy dzieciom o najważniejszych dla nich sprawach – o sytuacji ich rodziny, o tym, jakie mamy wobec nich plany, co je czeka, na co muszą być przygotowane, z czym będą musiały się zmierzyć. Tak jest nam wygodniej. Dobre chęci to tylko usprawiedliwienie się przed sobą. Pod pozorem oszczędzenia dziecku bólu chronimy swój wizerunek.

Artykuł pochodzi z archiwum magazynu SENS

ZOBACZ AKTUALNE WYDANIE »