Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój Księgarnia Sklep Cyfrowy

Wychowanie przez doświadczanie

fot.123rf
27 grudnia 2016 in Parenting by Alina Gutek
Znam dzieci, które pytają: „Mamo, czy ja to lubię?”. Na co mama odpowiada: „Tak, lubisz”. Albo: „Nie, nie lubisz”. Dziecko ma prawo czegoś nie lubić, ale niech samo do tego dojdzie – mówi Magdalena Śniegulska, psycholog z SWPS w Warszawie.

Rodzice tak mocno przejęci swoją rolą to chyba ewenement w historii rodzicielstwa.

Jak popatrzymy na średniowiecze, to zobaczymy, że stosunek dorosłych do dzieci był rzeczywiście zupełnie inny niż teraz. O bliskości sensu stricte nie było mowy, nawet w zamożnych rodach, gdzie dzieckiem zajmowały się wynajęte osoby odpowiedzialne nie tylko za wychowanie, ale też zabezpieczenie wszelkich jego potrzeb, w tym emocjonalnych. Dzieci w tamtych czasach bardzo szybko wchodziły w rolę dorosłych – ubierały się jak dorośli, uczestniczyły w życiu dorosłych. Egzekucja publiczna była świetną rozrywką zarówno dla starego, jak i dla młodego i nie było pomysłu, żeby separować dzieci od takich wydarzeń. Ale, oczywiście, w źródłach antropologicznych czy socjologicznych można znaleźć takie rodziny, takie kultury, które bardzo troszczyły się o dziecko. Należy pamiętać, że śmiertelność noworodków w owych czasach była bardzo wysoka. Zatem ze względów emocjonalnych, ale i socjobiologicznych przywiązanie do dziecka nie było dobrą strategią, bo narażało rodziców na stres.

Dystans do dziecka – to nie mieści nam się w głowie.

Z perspektywy naszej wiedzy o dziecku, o jego potrzebach, rozwoju, takie praktyki nas zadziwiają. Zdumiewa na przykład fakt, że w XIX wieku, czyli nie tak dawno, parlament brytyjski, regulując prawo pracy dzieci, przyjął, że do 13. roku życia można pracować nie więcej niż 48 godzin tygodniowo! A powyżej 18 lat – 70 godzin! Trzeba jednak zauważyć, że dzieci stanowiły wtedy tanią siłę roboczą, więc chętnie je zatrudniano. Rodzice byli przekonani, że ich rola polega na tym, żeby hamować potrzeby dziecka, naginać je do pewnych norm. Teraz zupełnie inaczej myślimy o wychowaniu, bo też mamy inną wiedzę na ten temat. Większość rodziców uważa, że owszem, dziecko powinno dostosować się do norm, ale też ma prawo do swoich indywidualnych potrzeb. Ci, o których pani pisze, dobrze wykształceni, wyczekujący dziecka, starannie projektują jego rozwój. Ale to nie jest cała prawda o współczesnych matkach i ojcach. Pracując na warszawskiej Pradze w Stowarzyszeniu „Wspólne Podwórko”, mam kontakt z zupełnie innymi rodzicami.

Nawet jednak ci mniej zamożni starają się zapewnić swoim dzieciom wszystko to, co mają ich rówieśnicy.

Myślę, że wynika to z bogatej oferty skierowanej do rodziców i dzieci. Ale też wielu rodziców chce zapewnić swoim dzieciom coś, czego sami nie mieli. I to wszystko sprawia, że mogą czuć się trochę zagubieni.

I może dlatego chronią dzieci przed wyimaginowanymi niebezpieczeństwami.

Ochrona dziecka jest naturalną reakcją rodziców. Ale zawsze warto zadać sobie pytanie, przed czym chronię i czy ochrona jest dobrym rozwiązaniem. Bo tak naprawdę nasza rola powinna polegać na tym, że właściwie od urodzenia przygotowujemy je do samodzielności. Ten proces musi zachodzić i w nas, i w dziecku. I kiedy pojawia się niebezpieczeństwo, to naszym zadaniem nie jest usuwanie go, tylko pokazanie narzędzi, za pomocą których dziecko może sobie samo poradzić. Oczywiście, ono musi mieć pewność, że je w tym wspieramy. Czasem rodzice postrzegają pewne sytuacje jako zagrażające, zanim dziecko samo to sprawdzi.

Strony: 1 2 3


Rajskie ptaki w Twoim ogrodzie

Wiosna i lato to czas wyjątkowych spotkań na świeżym powietrzu. Garden party czy weekendowe przyjęcia z bliskimi na tarasie mają swój niepowtarzalny i bezpretensjonalny urok. ...

Wywiad SENSu: Joanna Brodzik

Na prośby widzów wróciła właśnie na plan szóstego sezonu serialu z cyklu „Nad rozlewiskiem”, na prośbę naszej redakcji po raz trzeci pojawiła się na okładce ...
zamknij [x]

POLECANE KSIĄŻKI