Psychologia Styl Życia Seks Parenting Moda i uroda Zdrowie Przepisy Kultura Rozwój

Przepis na bloga


123rf.com
Apostołowie kuchennej rewolucji czy pretensjonalni lanserzy? Bez względu na to, co ich motywuje, kulinarni blogerzy pojawiają się jak grzyby po deszczu. Czy wszyscy gotują smacznie i strawnie? Sprawdzamy!

Dla mojej babci gotowanie było oczywistością, dla mojej mamy – przykrym obowiązkiem. W naszych czasach gotowanie zdobyło rangę sztuki i modnego hobby. Coraz więcej osób chce spędzać wolny czas w kuchni, przygotowując wyszukane potrawy dla rodziny i przyjaciół. Szybko rośnie świadomość tego, jak ważna jest jakość składników i technika ich obróbki. Ludzie chcą nie tylko gotować, ale też o tym czytać, rozmawiać i zdobywać wiedzę. Chodzą też chętniej do restauracji, co powoduje, że poziom miejskiej gastronomii jest z roku na rok coraz wyższy. Co rusz pojawiają się nowe pisma kulinarne, programy telewizyjne, książki i… blogi.

Opstrykiwanie

Jeszcze parę lat temu, szukając inspiracji lub przepisów w Internecie, można było co najwyżej trafić na kilku zapaleńców, którzy mieli nieprzepartą potrzebę, żeby podzielić się ze światem tym, że potrafią zrobić sałatkę warstwową gyros, leczo czy też gulasz z kurczaka. Swój przepis wrzucali na jedno z forów, okraszając go przy tym fotką zrobioną tzw. małpką. Efekt estetyczny był zbliżony do tego, jaki można osiągnąć, robiąc sobie zdjęcie po pijaku na imprezie. Dziś, kiedy prawdziwym towarzyskim faux pas jest pytanie, co to takiego klarowane masło, albo ignorancja w temacie rodzajów curry – kulinarni blogerzy podbijają sieć. Ich strony odwiedzają setki tysięcy żądnych gastronomicznych wrażeń internautów, lifestyle’owe pisma pieją nad nimi z zachwytu, a oni w glorii zdobywców polskich podniebień stają się wyroczniami kuchennego bon tonu. Wyekwipowani w profesjonalne lustrzanki, dopieszczają każdy kadr, meblując go wyrafinowaną zastawą, estetycznymi peryferiami (ściereczki, kubeczki, wazonik) i rustykalnymi mebelkami. W centrum pojawia się często to samo leczo co kilka lat temu, ale tym razem uśmiecha się do nas niczym Tom Cruise w „Szybkim jak błyskawica”.

Gotowanie

Byłbym nieuczciwy, nie pisząc jednak o przepisach blogerów.  Widać, że mają dużą wiedzę. Czerpią ją z najlepszych źródeł, kolekcjonując, jak często podkreślają, setki książek kulinarnych (tych dobrych!), prenumerują zagraniczne magazyny i szukają inspiracji w najlepszych polskich i europejskich restauracjach. W swoich kuchniach nie chodzą na skróty, wyznają, że z czułością i pietyzmem podchodzą do tego, co gotują i przede wszystkim, że kochają jedzenie. Dlatego, nawet jeśli korzystają z cudzych przepisów, nie robią tego bezkrytycznie. Dzięki temu wszystkiemu zdobywają całe rzesze wiernych fanów (no, fanek w większości), którzy wprost rozpływają się nad ich dokonaniami w setkach komentarzy. Nie ma wątpliwości, że pasja blogerów jest zaraźliwa – że mają wielki wkład w to, że na naszych oczach dokonuje się w Polsce prawdziwa rewolucja pod sztandarem, jak mówi Maciej Nowak, świętej Gastronomii. Wciąż jednak sporo w sieci jest nieświeżych rybek, które kontynuują niechlubne tradycje ery przedrewolucyjnej. Cytuję za jednym z popularniejszych blogów fragment przepisu: „400 g mięsa mielonego, ser, przyprawy wg uznania”. Autorze drogi, nie wiadomo, co za mięso ani co za ser, ani co uznajesz za przyprawę, no i już zupełnie nie wiadomo, po co zaśmiecać czymś takim Internet. Uzewnętrznianie się i zarabianie Duża część autorów nie poprzestaje na wrzucaniu przepisów i zdjęć, ale rozwija swoje blogi o treści poetycko-refleksyjno-biograficzno-podróżniczej. Wychodzi to różnie, ale zwykle tak: „Jest czerwiec. Jestem opalona. Maluję paznokcie na różowo. Zrywam płatki róży na konfiturę. Wącham świeżo skoszoną trawę, w pisku jaskółek szukam ukojenia. Zapach czerwcowego wieczoru przyprawia o drżenie serca. Wszystko jest takie samo, ale zarazem zupełnie inne. Księżyc wielki jak obiadowy talerz, intensywna zieleń trawy, ciepła miękkość piasku… Zlepek chwil i emocji, garść wspomnień i to lepkie, ciężkie déjà vu”. Z litości pominę autorkę. Szczerze mówiąc, zdecydowanie wolę formę przyjętą przez Dorotę z mojewypieki.com czy Asię z kwestiasmaku.com, czyli rzetelny, wypróbowany przepis, z masą praktycznych wskazówek, często w wersji wideo plus fajna fotka – bez zadęcia, encyklopedycznych wtrętów i osobistych wycieczek. Popularność blogów spowodowała też, że wielu autorów mniej lub bardziej intensywnie spienięża swoją pasję. Robią konkursy produktowe, udzielają się w mediach, piszą książki, prowadzą warsztaty kulinarne albo zamieszczają reklamy na swoich stronach. Są tacy internauci, których to razi, ale w sumie nic w tym dziwnego ani nagannego, dopóki nie wpływa to za bardzo na „bezstronność” w doborze przepisów i składników. Artykuł ukazał się w nr 11/2013 Magazynu SENS.


Zobacz także

POLECANE KSIĄŻKI